Witam Madziu, nie miałyśmy okazji nawet pogadać...za dużo pięknych zakątków do oglądnięcia, za dużo nowych osób do zagadnięcia... Mimo, że daleko mieszkamy od siebie, to mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja spotkać się gdzieś na ogródkowym "zlocie". Pozdrawiam cieplutko.
Zostawiam dwie fotki na pamiątkę i dla potomności....
Ula... było super Cię poznać i Łukasza.. jakoś tak zawsze jest, że więcej czasu spędzam z dziećmi niż z rodzicami... a nie jestem Matka Polka... chyba dlatego, że jestem mała.. i że mam fiu bździu w głowie, to z dziećmi sie łatwiej dogaduję niż z dorosłymi... u siebie okiem tylko rzuciłam, ale chyba pisałaś przyszły rok... dlaczego przyszły???? .... są wakacje I woda do basenu sie leje.. Łukaszowi się na pewno spodoba.. i Fiordy co ręki jedzą
Jakoś Ciebie mam mało na fotach......
Len, ścięłam kilka krzaczków w stadium zamkniętych kwiatków, które wzięłam za przekwitnięte, a tu widzę, że inne krzaczki sypią płatkami na niebiesko po trawce, a od rana całe w błękicie kwitnące.
Należą mu się przeprosiny, i pochwały.
I szelki też na miejscu. Szkoda że słabuje.
Hania już przekazała mi instrukcje dot. niemieckich podróży ogrodowych, miałam nadzieję że się dorzucisz.
Przywiozłaś walerianę pirenejską? Moja pięknie rośnie i kwitnie.
Jeżdżenie w Anglii samochodem raczej odpada, po tylu razach ciągle wydaje mi się, że jedziemy na czołowe, a każde duże rondo przyprawia o palpitacje.
Ewo, nie było okazji, żeby porozmawiać, tak szybko uciekał czas, a tyle jeszcze pięknych zakątków w rododendronowym raju było do obejrzenia. Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze, gdzieś na jakimś "zlocie" ogródkowym... Pozdrowienia zostawiam i kilka fotek na pamiątkę