Obudziłam się jak zwykle, a tu już jasność o poranku,
zjadłam śniadanko, i siup do pościeli.
Co będę marnować promyki, jak już są od niedzieli.
Ponownie wstałam na szykowanie obiadu.
Po tygodniowym zmęczeniu już ani śladu.
Na dworze zimno, jeszcze jest sporo śniegu, więc na poprawę nastroju przedstawię Wam moje różyczki. Troszkę mi się uzbierało, coś około 100 odmian. To czas planowania nowych nasadzeń, to może komuś przyda się ten przegląd moich róż.
Zaczynamy
1. Cardinal Hume. Mam ją już bardzo długo, rośnie w korzeniach dużego świerka i tak dobrze sobie radzi. nie choruje,chętnie kwitnie corocznie.
2. Baltimore Belle. To taki sympatyczny rambler. Przyrasta powoli, ale jak się rozkręci, to wypuszcza coraz dłuższe pędy. Lubię jej delikatne kwiatki z guziczkiem w środku i sympatyczne, różowe pączki kwiatowe.
Nie, dużo gorzej jest lecieć do Ameryki Południowej. Budziłam się o 4tej rano wyspana a tu nie ma co robić i trzeba kiblować w pokoju kolejne 3-4h przynajmniej i tak ze trzy dni z rzędu po przylocie
W stronę Azji jest dużo lepiej, gorzej wracając do domu (ale wtedy po prostu mogę wstać posprzątać kuchnię upiec ciasto czy takie tam), a tu nawet książki nie mam żeby poczytać
Calathea w odmianach jest tu wszędzie… ta rosła w wodzie: w domu w doniczce kilka w swoim życiu zamordowałam
Fajna ta roślinka, znalazłam jej nazwę - Calathea loeseneri. No i okazało się, że inna odmiana to nasza roślina pokojowa, wcale nie dziwi prawda?
Nawet miałam kiedyś tylko z szerokimi żyłkowanymi liśćmi trochę podobna do maranty
Nicola fajnie, u mnie wiosny ani widu ani słychu, w gawrze smacznie śpi
Klaudio, Sylwio - dzięki za odwiedzinki
Magarku Basiu, dzięki, wybierałam się niegdyś do kina, ale coś mnie wtedy złapało, za to poszukałam na CDA i jest darmowa wersja
Obejrzałam całość i ze zdziwieniem zauważyłam, że mam w naszych zbiorach książeczkę "Kuba" z 1972 roku Lecha Wilczka o domowym puszczyku. A z puszczykiem też ciekawe doświadczenie, kolega ornitolog miał w domu puszczyka z na trwale uszkodzonym skrzydłem i jak wyjeżdżał my się nim opiekowaliśmy. Kolegę delikatnie budził łapiąc za kosmyki włosów, a nieraz budził się zasypany ziemią z doniczki (kolega rzecz jasna) bo ON siedział sobie i spał na półce z kwiatami nad łóżkiem
Obejrzałam też kilka wywiadów, również z siostrą malarką, tej małej Joasi z filmu:
ten wywiad trwa 2h, ale warto posłuchać na raty, bo dotyka wielu aspektów od malarstwa, fotografii przyrodniczej, życia...
Kupiłam na prezent książkę "Moje życie z Simoną Kossak" L.Wilczka. Te zdjęcia jak Simona idzie przez las a za nią stado saren są obłędne i te z dzikiem i karmienie łosi
Oczywiście zanim pójdzie książka na prezent to ją przeczytam Kupiłam powystawową, ale treść taka sama
Dziś styczeń nas żegna, jak przystało, z mrozem.
Jutro luty zajedzie zimowym powozem.
Kiedyś w tą porę wyciągałam sanki,
I z górki na pazurki. To uciecha Hanki.
Dziś z uwagi na mrozy i czas po chorobie,
w piwnicy saneczki po płozie poskrobię,
Bo nawet nikogo do "zachęty" nie mam,
żeby pokazać komuś, jak się zjeżdża... spod nieba.