Violuś, brawo, brawo. Ja w tym roku mam parapety bez kwiecia. W jednym oknie jakieś falenopsisy wegetują, ale to wschodni parapet i u zięcia prawie Sajgon. Jakieś kwiaty są , ale ja tam chodzę podlewać raz w tygodniu.
a tu nas całej powierzchni jakieś sukulenty, 2 grudniki po przejściach, co jeden kwiat był jak dotąd, i domki z oświetleniem. A u mnie w pokoju- tylko cebule hipeastrum, ale bez kwiatów. Pewnie zakwitną w sierpniu. Do sklepów nie chodzę. Raz w grudniu wpadłam, to zdechłe narcyzy widziałam, a teraz, jak mówisz, ślizgawica i siedzę, nie wychodzę, chociaż mnie taki widok jak u Ciebie kusi. Chyba szczypiorek sobie zasadzę.
Dziś styczeń nas żegna, jak przystało, z mrozem.
Jutro luty zajedzie zimowym powozem.
Kiedyś w tą porę wyciągałam sanki,
I z górki na pazurki. To uciecha Hanki.
Dziś z uwagi na mrozy i czas po chorobie,
w piwnicy saneczki po płozie poskrobię,
Bo nawet nikogo do "zachęty" nie mam,
żeby pokazać komuś, jak się zjeżdża... spod nieba.
Ciekawe zdjęcie mchu lub porostów. U mnie w domu z kolei dżungla, mam sporo roślin w doniczkach. Wczoraj kupiłam worek ziemi, szykuję się do przesadzania. Nie bardzo lubię to robić ale jak trzeba to trzeba.
Haniu fajnie, że słońce do Ciebie zaglada i tak miło z wiosną to się skojarzyło
Może, też coś sobie poprzesadzam w domu, tylko ziemie muszę sobie kupić. Jak zaczną się prace w ogrodzie, to o domowych doniczkowych trochę zapominam, teraz byłby na to czas.
Obudziłam się jak zwykle, a tu już jasność o poranku,
zjadłam śniadanko, i siup do pościeli.
Co będę marnować promyki, jak już są od niedzieli.
Ponownie wstałam na szykowanie obiadu.
Po tygodniowym zmęczeniu już ani śladu.