Sobota zaczęła się smutno, padało i padało...dopiero ok 15 trochę się rozpogodziło ale wiatr dawał się we znaki, co nie przeszkodziło mi ruszyć do ogrodu
pierwsze co musiałam zrobić to wyobraźcie sobie, ze zapomniałam o mieczykach i tkwiły jeszcze w ziemi

ale już po problemie, wszystkie wykopane, o przepraszam został jeden bo miał tak duże pąki, że zaryzykowałam i pozostawiłam, a niech tam, może uda mu się rozwinąć

pozostałe cebule poszły się suszyć

zajęło mi to sporo czasu a zostało tyle,
żeby trochę fotek o zachodzie słonka zrobić