i sosna ...
poległam ... zobaczyłam i zakochałam się na zabój ... pinus parviflora glauca ...
od zawsze prześladuje mnie widok takiej powykrzywianej sosny na skarpie ...
takie sosny kofałam całym sercem i szczęśliwie zawsze nad naszym zimnym acz niepowtarzalnym morzem takie sosny i inne bardziej nasze udawało mi się odnaleźć

... mniej szczęśliwie dla lekko na nie uczulonego eMa udało mi się przed erą on-line rezerwacji umościć sobie w ich lasku dwa tygodnie szczęścia

...
no i taką sosnę ... z tym niesamowitym odcieniem igieł ... zobaczyłam ...
a, że ja dziś tylko oglądałam ... bo mam plan i się go trzymam

... na szczęście jej nie kupiłam ... choć przemknęło mi przez myśl ... przemknęło ... bo już tę inspirację sobie przetworzyłam i zwizualizowałam na własnym tarasiku

...
po raz pierwszy w życiu moja powściągliwość

została nagrodzona ... w naszej szkółce w tej cenie co na targach znalazłam tę samą sosnę tylko w piękniejszej postaci ... i dwie w większej postaci i większej cenie ale czego się nie robi z miłości



...
podsumowując ... sosnę widzę na tarasie ... to raz ...
i w przedogródku ... to dwa

... a z nią kostrzewę ... kosodrzewinę ... lawendę i andromedę ... baza ... do tego coś co da kontrast i kolor w mikro dawce ...
w sumie te targi bardzo mi się podobały ...
i sobota mi się bardzo podoywuje

choć się kończy
Asia i Kasia dziękuję

...