Tess, Pewno, że można. Jak sięma ogród kołodomku, to ze wszystkim w czas można zdążyć, a jak ja z doskoku coś tam rzeźbię, to jak wpadam to ogarniam ogół, żeby wstydu nie było, a już o wymianie kwiatków jednych na drugie, bez zaplanowanej grządki, nie mam czasu.
Stąd grządkowo u mnie bardziej, bo wtedy mi łatwiej, usuwam całość, i całość zasadzam.
Tess, kamasja kwitła co roku, nawet w zagęszczeniu, ale denerwowały mnie jej długie liście. Zasychały prawie zaraz po kwitnieniu, i przez część miesiąca były na wpół zaschnięte, a potem łysy placek. Przecież nie wsadzę nic w ten gąśżcz cebul. No i teraz nie dopuszczam do zagęszczenia, i przesadzam co jakiś czas. Prawie tak jak u czosnków, tyle ,że czosnki zostawiają po sobie chociaż ładny nasiennik.
Dlaczego nie powinieneś? Jak najbardziej powinienieś.
Zapamiętaj stare, jakże mądre przysłowie:
"o sobie mów zawsze dobrze, źle powiedzą inni"
W pierwszej pracy powtarzała mi to moja o wiele starsza koleżanka.
A ja myślałam, że to czekanie na wejście do systemu PKW Cię tak wykończyło.
Fanami wójta się nie przejmuj. Minie im. U mnie sytuacja odwrotna - wójt wugral kilkudziesięcioma głosami. Przeciwnicy też kąsają wszystkich.
Haniu, czy przez "rzadkie" chcesz powiedzieć, że nie kwitną co roku?
Czytałam, że można przez kilka lat (3) nie wykopywać, a potem się zagęszczają i rzeczywiście mogą już niekwitnąć.
Ale jakby co trzy lata wykopywać i oddzielać małe cebulki to będą kwitnąć?