Pięknie to napisałaś i pewnie wiele w tym racji, ale ta przemiana to pewnie zasługa słońca które raz oświetlało drzewa a drugi raz było przed Tobą i nie dawało drzewom koloru. Aleja przepiękna szczególnie ta cała w złocie.
...byłam zgubiona, ale się odnalazłam.... jak to mawiał pewień sławny miś ze Stumilowego Lasu
Czy dacie wiarę, że to jest to samo miejsce...???
Zdjęcie robione w tym samym miejscu...w tej samej aleji, o tej samej porze roku i tej samej godzinie...
różnica może dwóch minut....
przeszłam tylko parę kroków i odwróciłam się...
i nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam....
Pomyślałam, że czasami patrzymy na człowieka z naszej perspektywy i widzimy coś całkiem innego...
jak mocno możemy się mylić...
Ania, jak Ty mądrze gadasz... Nie każdy by to zauważył i odebrał w taki sposób. Wrażliwa z Ciebie duszyczka.
To i ja dodam swoje trzy grosze do pogaduszek. Gotować lubię, raz bardziej raz mniej, ale jednak jestem na tak. Obiad ciepły musi być inaczej się u nas nie da, no są dni wyjątkowe, ale one naprawdę są wyjątkowe
A na święta wyjechać!!! W obce miejsce!!! Chyba bym się zapłakała za domem. My w ogóle nie lubimy być poza domem, za wyjątkiem wakacji, ale i stamtąd ciągnie nas po kilku dniach, pomimo atrakcji. Takie charaktery i tyle. To chyba nie zależy od tego czy ktoś jest starej czy nowej daty.
To ja musze byc z Twojej rodziny bo też tak mam. Tęsknię za domem jak wyjadę na pół dnia.No i ciepłe jedzonko obowiązkowe. Pozdrawiam Agnieszko.
Bożenko, mam nadzieję, że mina już nie marsowa
następnym razem napiszę podanie i usprawiedliwienie w jednym
poczytałam pogaduchy, czuć, że święta się zbliżają, bo krążymy już koło nich tematycznie
co do gotowania, lubię i do tego eksperymentować, ale nie lubię gotować w stresie jak ktoś napisał, bo to ma być przyjemność; oczywiście były sytuacje, ze trzeba było szybko coś zrobić, więc były to wtedy proste potrawy, ale swoje i zdrowe; u mnie jak mieszkały dzieci, to też 4 osoby i 4 różne gusta kulinarne, więc zagwozdka zawsze była; dużo nauczyłam się od teściowej, potem modyfikowałam, ale że lubię jeść, więc to gotowanie szło mi w parze;
znak pokoju przesyłam
do restauracji średnio lubię chodzić, bo zawsze coś mi nie pasuje, z małym wyjątkiem, mam jedną, jedyną ulubioną
A co do wyjazdów, też nie cierpię długich wypadów, tęsknię za domem, więc tylko krótkie eskapady robię, a jeśli wypadną dłuższe, to mam problem; myślę, że to jednak nie zależy od wieku, lecz od typu osoby, chociaż u mnie gdzieś z dzieciństwa zakorzeniła się tęsknota i to parcie na dom, bo wtedy wypady były długie, bardzo...tęskniłam strasznie, mimo że byłam z rodzicami i rodzeństwem;
ale się rozgadałam, mam nadzieję, ze nie czeka mnie reprymenda
pozdrawiam Bożenko
Długo dziś musiałas czekac na moja odpowiedź ale nie wiem co się działo , nie mogłam nigdzie wejśc. Komputer kręcił kręcił kóleczkiem by po długim czasie napisac ze progam Web nie odpowiada czy cos w tym stylu.
Ponieważ przysłałaś gołąbka pokoju masz wszystko zapomniane.Mina też sie zmieniła z marsowej na wesołą ale lepiej w przyszłosci nie pozwalaj sobie na takie numerki....Buziaczki przesyłam.
Na zlocie we Wrocławiu czy Goczałkowicach padła propozycja, aby opracowac naklejki - ZNAK ROZPOZNAWCZY Ogrodowiska, gdy podjedziemy pod Centrum Ogrodnicze, albo za kimś jedziemy, obserwujemy jego szybę i co tam ma. Albo uważaj na motocykle, albo dziecko w aucie, teraz można będzie się rozpoznać bardzo łatwo i powiedzieć:
Dzisiaj znowu grabiłam liście, ale ponieważ było ciepło i ładnie słonko świeciło, więc zrobiłam zdjęcia chyba już ostatnim kwiatkom w moim ogrodzie. Nawet dzisiejszy nocny mróz nic im nie zrobił i jeszcze cieszą , chociaż takie maleńkie.
Rozmarzyłam się...to na widok i wyobrażenie zapachu. Justynko, teraz dopiero wpadł mi pomysł, że też nigdy o tym nie pomyślałam! Takie suszone grejfruty można przecież dodawać do herbaty. Zniknęła ze sklepów moja ulubiona, czerwona...w jakiej temperaturze je suszysz? Czy tylko pokojowej?
Fotorelacja z grabienia udała Ci się bardzo, bardzo!
Witaj Basiu Jak dla mnie, praca, nauka przez naśladownictwo.
W przyszłym roku, może dasz im szansę na kawałek własnej grządki? No, może za trzy lata, ale ciekawość i chęci można rozwijać cały czas.
Witaj Irenko
Gotowy, zimowy kawałek ogrodu: czerwone owoce irgi, zimozielony bukszpan i brązowe kwiatostany hortensji. Za śniegowymi czapami nie tęsknisz, jak się domyślam, chociaż w swoim czasie uroku mogą jeszcze dodać. Ech, ta zima...
Poczytałam o wymianie doświadczeń na temat uprawy ciepłolubnych drzewek. Dobrze Wam, ja próbuję utrzymać przy życiu derenia pagodowego, kiepsko mi idzie.
a ja jeszcze jakieś fotki mam, to wrzucę, z pismem obrazkowym szybciej idzie
podoba mi się ten bluszcz, czy przetrwa?
a w hortensjach brązowo
i w tych donicach czy dadzą radę, chyba schowam je
ostatnie liście kokornoka i hortensja ogrodowa