Te na dolnym zdjęciu rosną w tym samym miejscu trzy lata, a teraz przytłoczył je jeszcze barwinek. Są bezproblemowe. Ten z górnego zdjęcia wsadzony jesienią, ale nie sądzę,żeby były z nim jakieś problemy.
Po pół roku czytania tego forum, a nawet czasami czynnego w nim udziału, postanowiłam założyć ten wątek. Może dlatego tak późno, że wydaje mi się taki bardzo osobisty, a ja nawet nie mam konta na Facebooku?
Czy nie macie wrażenia, że przedstawiając tu swoje ogrody, przedstawiamy część siebie, zdradzamy nasze upodobania? Myślę że tak właśnie jest. Zauważyłam tu jednak tyle wzajemnej życzliwości, uprzejmości, chęci pomocy, w końcu pasji w uprawianiu swojego „małego świata”, jakim dla wielu z nas jest ogród, że moje opory zniknęły. Danusiu, bardzo podoba mi się to forum!
Po tym przydługim wstępie, przechodzę do rzeczy. Dlaczego „ogród w budowie” i to „ nieustającej”? Bo ta nazwa najlepiej oddaje to co się z nim dzieje. Urządzamy go z moim mężem – metodą prób i błędów od ok. 10 lat. Jest to mój drugi ogród, ale i moje miejsce na ziemi, myślę że tak już zostanie i że ciągle będzie w nim coś do zrobienia, bo przecież urządzanie ogrodu nigdy się nie kończy…
Ogród jest spory, zajmuje 4, 5 tys. m2, czyli prawie pół hektara. Ma kształt prawie kwadratowy, teren jest lekko pochylony, w tej chwili znajdują się na nim jakby trzy poziomy, odgraniczone niewielkimi skarpami. Stoją na nim dwa parterowe domy – mój trochę większy i moich rodziców – trochę mniejszy, oba parterowe. Mój dom to ten sam projekt, który jest na stronach realizacji Danusi – o tutaj: http://www.gardenarium.pl/realizacje/ogrod-milosnikow-roslin , ale ogród jest zupełnie inny. Niestety, kiedy nabyliśmy działkę, nie rosło na niej absolutnie nic większego, nawet jednego krzaczka nie było, to była po prostu w połowie łąka z koniczyną, a w połowie pole uprawne, ale tak średnio uprawne, sądząc po zasobności gleby. Dlatego drzewa, które rosną u nas, nie są jeszcze duże, niestety.
Bardzo podobają mi się ogrody naturalistyczne, angielskie i dążę do zbudowania właśnie czegoś w tym stylu.
Ogrodnictwo jest moją wielką pasją od lat, kupuję i czytam mnóstwo literatury na ten temat, jeździmy co roku z moim mężem oglądać różne ogrody (założone przeze mnie wątki są na forum), a mimo to popełniłam sporo błędów typu: za gęste sadzenie i uciążliwe potem przesadzanie, złe przygotowanie ziemi pod trawniki, drzewa itp.) Gdyby nie to, mój ogród wyglądałby zapewne teraz dużo lepiej.
Pora na zdjęcia, zapraszam do mojego ogrodu, wpadajcie co jakiś czas, będzie mi miło jak coś doradzicie, ocenicie, obiecuję się dzielić nie tylko sukcesami, ale i porażkami, razem raźniej.
Na początek uchylam przed wami okno od strony tarasu, zdjęcia zrobiłam w lipcu:
Gabrysiu jest cudnie już od pierwszego ujęcia widoku z tarasu.To otwarcie na panoramę okolicy to takie piękne odniesienie do zjednoczenia z naturą.Też marzęo takim tarasiku! Widok niestety mam amknięty ścianą lasu ale wsch.bok ogrodu odsłaniam na piękną polanę z wielkim dębem.Następne zdjęcia faktycznie odtwarzają angielskie rabaty,a Twoje róże i ta przestrzeń to taki duch wolności ,otwartośći -to ja uwielbiam.
A to moi sąsiedzi, stali bywalcy okolicznej górki z zagajnikiem. W ostatnich latach przychodzą pod same posesje, co przy okazji obrazuje zmiany jakie zachodzą w moim lokalnym środowisku - łąki nie są już tak 'ekspansywnie' użytkowane, pojawia się więcej zakrzaczeń, co bardzo służy zwierzynie. Bażanty słyszę codziennie, nie wychodząc z domu, a niedawno w ogrodzie miałam małego zająca. Bardzo się cieszę, że otacza mnie zwierzyna (którą tak na marginesie kocham), bo ogólnie jak pewnie zauważyliście mamy w Polsce kryzys populacji wielu jej gatunków No dobra koniec wykładu, takie tam 'zboczenie zawodowe'...
Od razu przyznam się, że moje rh stoją tak, jak stały, ponieważ zdrowie mojego dziecka i warunki pogodowe nie pozwoliły mi jak dotychczas na poważniejsze zabiegi (opryski czy przesadzania).
Zamierzam zabrać się za to w ten weekend albo zaraz po nim, ale też nie jest pewne czy mi ten plan wypali, bo dzisiaj czuję, że mnie coś łapie.
W każdym bądź razie do dziś udało mi się tylko zmierzyć ph i oberwać z grubsza to, co zbędne tzn najbardziej zaatakowane pędy, najbrązowsze liście, suche pozostałości po zeszłorocznym kwitnieniu (najbardziej widoczne oberwałam jakoś latem, ale nie ukrywam, że sporo pozostawiałam) i mnóstwo pąków kwiatowych- były wśród nich całkiem suche, brązowe; takie jakby podsuszone, bez życia; takie dziwne jakby wciśnięte w liście (ten po lewej- czy to normalne jeśli z 10-20% pąków tak wygląda?); i całkiem zielone, ale jeszcze nie rozkwitające- zabrakło mi już siły (w sensie pękało mi serce) aby oberwać te, które już pokazywały kolor płatków.
Uploaded with ImageShack.us
W sumie z mojego wandalizmu uzbierało się z pół kilo .
Ph wyszło mi prawie 7, ale mam kwasomierz taki najtańszy, wkładany do gleby i chyba to trzeba mierzyć w dobrze mokrej, a ja trochę podlałam i zaraz mierzyłam, więc błąd jest jak najbardziej możliwy.
Pąki obrywałam jakoś w weekend, natomiast we wtorek pojechałam na działkę trochę popracować i plany zniweczył mi deszcz (pewnie też znacznie przyczynił się do mojego dzisiejszego samopoczucia ), ale gdy schowałam się na chwilę w domku, zobaczyłam przez okno coś takiego:
Nie jestem pewna czy jest się z czego cieszyć, bo jakieś "rzadkie" te nowe pędy, ale może tak ma być, że jest między starym, a nowym taka przerwa bez liści... Tak czy inaczej w tych okolicznościach taki widok niezaprzeczalnie ucieszył moje oko . To jest rh rosnący najniżej (rosną na spadzie górki), odrobina słońca dociera do niego przez liście dopiero późnym popołudniem. Pozostałe dwa też mają odrosty, ale jeszcze nie takie duże.
Magja_
Wspominałaś o zdjęciach całych krzaków... Cóż... rosną one w takim ścisku, że po prostu się nie da (jak ja nienawidzę tego stwierdzenia!). To są najprwdopodobniej najlepsze zdjęcia z możliwych :
wstawiam od tego rosnącego najwyżej, który ma trochę słońca tylko rano:
Dziękuję za pochwały i zapraszam częściej.
Aniu jak już zaczęłaś to i ja coś pokażę wcześniej nie miałem okazji. Ja byłem lepszy, latałem z grabiami i aparatem, Trochę zdjęć zrobiłem ale później to już mi ręce opadły, jeszcze jak wyłączyli prąd to miałem urwanie głowy. Długo będę to pamiętał.