Martuś to jest suchodrzew. Mam go w kilku miejscach, u mnie jest jedną z tych zelaznych roslin. Tu go prowadzę w dywanik (właśnie muszę go przyciąć):
Tu w kulki:
A tu będzie kostką (jak przezyje niedawne przesadzanie)
Sąsiadka ma w ksztalcie poduszeczek
wiola, moim zdaniem super decyzja. Ja wywalam kulki bo wyglądają beznadziejnie. Zostawiam tylko tego wielkiego buksa i dwa stożki bo one w trojkę super wyglądają i mi szkoda. Kule są ogołocone przez grzyba i trochę przez ćmę, nie chce mi się o nie walczyć
A cóż to za bajeczna kraina?????
Jakoś z hobbitowem mi się skojarzyło
Ślicznie!!!
Wiesz, że ja myślę tak samo?
ALe wiesz też, że na początku guzik wiedziałam i sadziłam co popadnie?
Czasu trzeba wszystkim na ogarnięcie. Tylko jeden załapie, wyciągnie wnioski, a drugi już nie bardzo...
część liliowców
aktinidia
klon Black Maya
i przez werticiliozę judaszowiec
Patrzę na te strachy codziennie i serce mnie boli. Nie usuwam bo jeszcze będę dozgłaszać pewnie do ubezpieczenia, że zdechło całkiem, tak kazali, a pewnie przyjadą znowu oglądać.
Ktoś powie będziesz mieć miejsce na nowe...cóż z tego skoro mi żal tego co już było, co urosło, co podlewaliśmy i dopieszczaliśmy przez tyle lat od patyczków...
Z żalem w sercu żegnam rośliny, które mimo prób usilnych ratowania z zamulenia roundapem nie przetrwały Pogoda nie ułatwiała, dwa miesiące prawie codziennie z nieba dolewało
padła kalina
lilak
rabarbar
rodki
klon palmowy( na dzień dzisiejszy nie ma żywych liści