I chwytająca za serce wisienka na torcie - drugi egzemplarz Koko Loco - całkiem niechcący dokupiony wiosną
Była, to wzięłam, wiecie, jak teraz wszystko szybko znika
Nie mam sieczki. Mi nie przeszkadza ta słoma,bo nie mam pokazowego ogrodu a ona za rok już będzie przerobioną materią organiczną. Choć wiosną jest trochę bałaganu myślę czy nie zamówię w lecie kolejnej porcji siana
Na deser jeszcze Chippendale, w którym jestem zakochana, chętnie dokupiłabym jeszcze parę egzemplarzy Piękna w pączku, w rozkwicie i przekwicie. Obserwowałam ją w czasie upału, do końca dnia wyglądała pięknie
Bożż ale miałam nawałnicę, o mały włos znowu by nas zalało... Szczęście że emus podwyższył krawężniki przy wjeździe. Niestety sąsiad w głębi znów pływa
Dopiero co fociłam róż - teraz leży na ścieżce ale na szczęście nie połamała się i jutro ją przywiąże do pergoli. Innych szkód nie narobiło.
Ta molinia, której nazwę ustaliłam na Karl Foerster , całkiem wysoka już jest.
Ta, której nazwę ustaliłam na Windspiel, jest o wiele mniejsza, ale ona teraz rośnie w cieniu.