Kończy się kwiecień, wypadałoby jakiś wierszyk skrobnąć. Temat oczywiście by się znalazł, bo o pogodzie niebezpiecznej pisać nie będę. Od dwóch miesięcy mnie zwodzi.
Co zastałam po zimie, której nie było?
- - - - - - - - - - - - - - - - - -
Były ostre wiatry, przewracające drzewa,
co zobaczę w ogrodzie mogłam się spodziewać.
Zastałam pigwowca leżącego na ziemi.
Miałam ściąć go jesienią...nie doczekał jesieni.
Musiałam zrobić przejście do drzwi mej altanki,
Dobrze, że drzwi ocalały, nie wyrwał wiatr klamki.
Ze schowka dobyłam piłkę i odpiłowałam
To co mi drogę zagradzało i przeszkadzało.
Gdzie słońce przygrzało, trawa pręży piórka,
w cienistej na środku kałuża błyszczy lodem.
Łyżew nie zabrałam, zresztą to nie mój sport.
Poczekam kiedy woda sama pójdzie stąd.
Przy kompostowniku kopiec półmetrowy,
Karczownik od sąsiada zmienił adres domowy,
Mam sposób na niego, zapodam gościowi
we wszystkie otwory coś smrodliwego.
Po obejrzeniu szkód, widzę, że pracy jest w bród.
Zakasuj Hanusia rączki, sekatorek w dłoń,
I ten bałagan z pola goń, goń, goń!
I jak tu ktoś zajrzy doceni Twój trud!