Po rozwiezieniu kilku ton własnego kompostu, wertykulacji trawników (pierwszego od ćwierćwiecza he he) i przy niskich temperaturach z przenikliwym, agresywnym wiatrem zupełnie opadłam z sił.
Focić prawie nie ma co, większość roślin na etapie pypci wystających z ziemi, drzewa boją się rozwijać liście, tylko ptaki harcują zawzięcie. Wczoraj wpadła mi do ogrodu sarna, nie mam pojęcia którędy, bo cały ogród mam ogrodzony, uciekała i jak zobaczyłam którędy wydostała się ode mnie, to aż poczułam na własnym grzbiecie otarcia! Niepotrzebnie wybiegłam z aparatem, to był dla niej dodatkowy stres. Zamarłam niemal jak dała susa przez ten uszczerbek sztachety! Tędy przemieszczają się tylko koty! A sarna nie była mała, to stało się w ułamkach sekund.
Moje ulubione rośliny są na takim mniej więcej etapie. Kilka dni przechodziłam obok zanim skojarzyłam

Kiedyś wysiałam nasiona ciemięrzycy i podrośnięte, porozsadzałam po co bardziej cienistych miejscach. Wyrastały szczypiorki, żarły je ślimaki, ale jak widać, po kilku ładnych latach nadal są! Szkoda tylko, że tylko w kilku miejscach się uchowały, to piękne rośliny, ale doczekać się ich z siewu, no trudno
Obuwiki, mam wrażenie, że słabiej niż w ubiegłych latach ruszają, nie jest najgorzej, ale chyba czeka mnie dzielenie i przesadzanie.
Nieśmiało kwitnie jagodowiec i mandragora rusza, ciekawe kiedy wreszcie u mnie zakwitnie?