Dziś mogłam wejść do ogródka. Jeden klon [garnet, pierwsza roslina w tamtym ogrodzie, no i klon!], ale zniszczona przez lokatorow. Przycieli. ewidentnie próbowała sie ratować, ale jest to strata i już. Górne, te grube gałęzie są uschnięte.
Inne klony tez przycięte, ale już nie tak dramatycznie.
To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że wolę spórbowac przenieść. Jeśli padną to trudno. W ogrodzie domu wynajmowane padną na pewno.....