LPoczątek czerwca. Ogród nabrał oddechu i teraz oddaje go barwą i zapachem. Rośliny przybrały na masie, liście nalały się zielenią soczystą aż po brzegi. Piwonie otwierają się powoli, jakby nie chciały zbyt szybko zdradzić całego piękna. Obok czosnki ozdobne unoszą fioletowe kule – strażnicy rabat. Wciąż stwierdzam, że mam ich za mało.
Trawy idą do przodu, pewne siebie, szeleszczą już pierwsze źdźbła. Naparstnice stoją wyprostowane i spoglądają dumnie na niższe towarzystwo. Szałwie i przetaczniki już kwitną piwoli
Kielichowiec czerwieni się w półcieniu i układa płatki z finezją tancerki. Hosty wybarwiły się tak, że aż miło popatrzeć – każda żyłka na liściu jak pociągnięcie pędzla.
Listki klonów lekko drżą na wietrze, sypią zielonym światłem. Zaczynają kwitnąć maki, przecierają oczy liliowce, pierwsze róże otwierają płatki nieśmiało, jakby sprawdzały czy to już czas.
No cudny ten czas. Czerwiec. Ogród mówi pełnym głosem, a każdy oddech pachnie latem.
