Mój lokalny elektryk zrobi mi prąd w mieszkaniu we Wrocku, w szoku jestem że mu się chce jechać ale mówi - czemu nie. W 4 dni to chce zrobić, mówi że spoko

Parkować jest gdzie, obiad na parterze, spać i myć się można - mówi że mu pasuje

A ja się cieszę bo wiem że dobrze zrobi, skóry nie zedrze bo to chyba piąta robótka którą dla niego mam, papiery będą w porządku

a jak remontować to już na porządnie. Piony i rury są nowe, elektryka robiona w latach 90tych - nie starożytna, ale lepiej zrobić na nowo dać nową tablicę i zabezpieczenia żeby się nic nie stało. I jak malować to już z nową miedzianą instalacją w ścianach.
Przyszła nowa kosa Stihla, bo starą jeśli naprawimy to we własnym zakresie. Ten punkt napraw nie dość że kasuje jak za woły za jakąkolwiek wymianę, to teraz mówi że gaźnik jest do wymiany i kosztuje 300 + robocizna i filtry = 550zł. A gaźnik oryginalny Stihl na stronie to 120 zł... tak że ten. Zamówię, rozkręcimy, patrzyłam to tylko wyjąć, odłączyć kabelki, wymienić i włożyć na nowo i już

może nie zepsujemy bardziej
M kosi. Ma nadal jeszcze 4 tygodnie urlopu (i siedzi w domu, ja bym za nic w świecie nie siedziała w domu na urlopie)
Po pracy jedziemy po pszczoły pod Oświęcim, przy okazji odwiedzimy mojego Tatę. Piekę ciasto z borówkami, to mu zawiozę. Pszczelarz (ojciec koleżanki z klasy z podstawówki) dzwonił, mówi że królowe takie obrotne że im się miejsce skończyło żeby jaja składać i pilnie je trzeba przenieść do nowych uli i dać nowe ramki

zamówiliśmy dwie rodziny, może tym razem je przezimujemy bez strat...