Beata, pomysł fajny, ale obawiam się, że u mnie nie przejdzie. Małżonek do dziś mi wypomina te tony kwaśnej ziemi, które na taczce woził z pobliskiego bajorkowego doła do naszego borówkowego doła
Prawda taka, że te moje borówki są po prostu przeze mnie zaniedbane. Nic z nimi nie robię. Rosną w dolnej części działki gdzie rzadko bywam bo tam pełne słońce, a ja uczulona.
Sąsiadką ma borówkowe krzaki potwory, pełno owoców. Ale w przeciwieństwie do mnie dba o swoje. Muszę się zmobilizować. Albo jeszcze lepiej Małżonka