Proszę o poradę w sprawie żywopłotu. 2 lata temu sąsiad posadził szpaler cyprysików, więc planowałam, że nie będę robić już po tej stronie własnego żywopłotu. Niestety cyprysiki rosną marnie, prawdopodobnie przez złe podłoże (po dwóch latach powinny wyglądać jak egzemplarz przy bramie). Wydaje mi się, że nie mam co liczyć, że one urosną i stworzą ładne tło dla moich nasadzeń. Czy dobrym wyjściem będzie posadzenie po mojej stronie np. szmaragdów? Czy towarzystwo cyprysików nie będzie im przeszkadzać we wzroście? A może zastosować pęcherznicę kalinolistną? Jeśli cyprysy kiedyś urosną, pęcherznica stanowiłaby trochę niższe piętro?
Mnie też miło było Cię poznać, Aniu. Koleżankę oczywiście pozdrowię. Tak, fotki z nowego ogrodu. Jeśli dobrze pamiętam, było coś o dereniu.. taki jest już w nowym ogrodzie, wyprowadzony na drzewko, bo miejsca mało Owocuje.
Pies pilnował, a ja sobie kwiatki wieszałam
chwast od sąsiadki do mnie przełazi, nie mam czasu powyrywać walczę z błockiem
zakwitły kaliny bodnanteńskie Down i Charles Joy( czy jakos tak)
Eeee, Kochana, jak u Ciebie te hektary rabat dojrzeją i buchną to nam po prostu gały od patrzenia spuchną.
Myślę, że Raureif już w przyszłym roku Cię pozytywnie zaskoczy. Ja swoją muszę już dzielić a na dodatek jakieś wiejskie kocury przyłażą i się na niej bezczelnie wylegują robiąc z niej naleśniki. No cholera mnie bierze, jedną kępę nawet bezczelnie obsrały. Draństwo i Chamstwo po prostu!
Limki mam wreszcie po wiosennym drastycznym cięciu przyzwoite
Cieszę się Wczoraj banda wróbli napadła na moje rojniki, znów jak w ubiegłym roku dziobią soczyste listki. Wytoczyłam ciężkie działa: stracha z mojej bluzy, namalowanego naprędce czarnego kruka na kartonie, zawiesiłam go na długim sznurku na kiju. Trochę pomogło, ale co odważniejsze z boczku i tak podskubywały listki. Skapitulowałam i przykryłam donice firanami. Dziś je odkryłam, bo nie było wróbli widać. Pojawiły się znów po południu całą gromadą i znów rozłożyłam firankę. W ub. roku pozjadały mi niektóre rojniki prawie do zera. Nie chodzi tu o wodę, bo mają ją w oczku i baliach, szkodników na roślinach nie ma, co jest grane?
Wiem. Jak tam ten piach urabiałam, to jeszcze nie wiedziałam, że perowskię tam posadzę. Teraz trza jej jednak znaleźć inne miejsce, może się kobita usztywni.
No Eureka!. Dzięki Agato. Już ani złego słowa nie powiem na moje płyty. Kładłam je zresztą dosyć blisko siebie, żeby właśnie zminimalizować możliwość zachwaszczenia.
Może być, że i jedno, i drugie. Trochę dobroci tam poszło. W tym miejscu był czysty suchy piach, sporo narzuciłam. I linie kroplujące tam akurat tak lecą, że ciężko przesunąć. Trzeba będzie przesadzić.
Lato gorące, bez deszczu, przepych zakurzony Moja glina i gęstwina w nasadzeniach pozwalają dłużej utrzymać wilgoć na rabatach. Poszukałam dla Ciebie fotki z tymi liliami, niestety nn z dawnych czasów.