Niedzielę miałam spędzić stacjonarnie, w mieście. Rano jeszcze siąpił deszcz. Ale później gdy się wypogodziło, to z godziny na godzinę nabierałam coraz większej ochoty na wyprawę

Po południu to już przebierałam nóżkami w kuchni, by jak najszybciej się obrobić i móc jechać. Pewnie mało racjonalny taki wyjazd wieczorową porą na 2 godziny, ale co zrobić, gdy mnie coś gna i na miejscu zapominam o wszystkich zmartwieniach?

Jedni pocieszają się alkoholem lub zakupami, ja pocieszam się działką
A że świeciło jeszcze nad horyzontem słoneczko, to popstrykałam trochę jaśniejszych niż wczoraj zdjęć
Widok z okna domku - przez szybę więc nie ostro.
A teraz z serii "nie ruszam się z fotela na ganku i podziwiam"

Od prawej do lewej