Wczoraj udało mi się zrobić akcję wykopania pęcherznicy - była za duża i nie kwitła bo za mało słońca miała. Płytko korzenie były. Bez problemu wykopałam. Wykopałam też wiąz wredei posadzany tu na tym skrawku bez pomyślunku. Poszedł do wsadzenia za płot. Będzie tło dla umbry robił jak podrośnie.
A tu w wolne miejsce wsadziłam biedaka drapaka cisa. Ma ogromną wolę walki. Mimo przebywania w worku - żyje. Ba, nawet się z lekka zagęścił. Tu będzie miał lekki cień i wystarczająco miejsca. W nogach ma hosty i białe serduszki, tawułki. Z tyłu dostanie bluszcz i płot już trzeba odmalować. Z boku ma hortkę. Może jeszcze małą kulkę z buksa wsadzę. Na razie bałagan

ale i tak dumna jestem, że mu miejsce znalazłam
Mimo iż wcześnie - zaczęłam róże ciąć. Mam jedną rabatę pod oknem kuchennym, gdzie wszystko jest szybciej. Może dlatego, że zacisznie i słońce przez długi czas. Dziś przy kawie zobaczyłam, że róża Benjamin Britten ma już otwierające się pąki. Trzeba ciąć. I z potwora - kruszynka się stała. Mam wątpliwości czy nie za wysoko cięłam. Choć zawsze niżej mogę przyciąć a dosztukować jak zmarźnie - już nie