Przez ostatnie trzy dni zastosowałam strategię Magary; tzn. sprawy domowe zostały mocno zaniedbane i ograniczyły się jedynie do szybkiego obiadu, a reszta czasu została poświęcona ogrodowi i sprawom okołoogrodowym.
Styrałam się jak łysa kobyła, ale efekty bardzo mi się podobają.

W piątek na lokalnym ryneczku nabyłam miniaturowe bratki i stokrotki. Cena mnie nieco zszokowała, bo tym roku jedna sadzonka kosztuje 3 zł. Rok temu za bratki płaciłam chyba 2 zł. Nic to, zaszalałam, posadziłam i mam: cztery duże donice bratkowe i 4 małe stokrotkowe.
W piątkowe popołudnie kończyłam wysiewy w warzywniku. Z zaplanowanych na marzec został mi jeszcze wysiew I rzutu koperku. W najbliższych dniach postaram się skończyć kancikowanie wszystkich poletek. Szpadel już ponacinał, trzeba tylko pazurkami wybrać nierówności.
W sobotę wykorzystałam piękną pogodę (słońce i 19 stopni) i zrobiłam wertykulację trawiastych ścieżek. Areację butami z kolcami i nawożenie zrobię później. Zależąło mi, żeby uporać się wcześniej z wertykulacją, bo w planach mam kancikowanie rabat. Kanciki się nie uszkodzą od nacinania darni.
Przed wertykulacją zdążyłam jeszcze odświeżyć (odmalować)trzy ławki. Można je było rozstawić na trawniku.