Asia to wcale nie jest trudne, właściwie robiłam to pierwszy raz i większość zrazów się przyjęła. Najlepiej wpisać w necie szczepienie jabłoni i masz dziesiątki artykułów i filmików na ten temat.
Wiosną (marzec) wzięłam od siostry kilkunastocentymetrowe roczne pędy z dobrych sprawdzonych odmian jabłoni czyli tzw. zrazy. Można pobrać je późną jesienią, ale trzeba przechować w chłodzie zawinięte np. w folię spożywczą (np. w lodówce, lub zakopuje się w dołku w ziemi). Nie można dopuścić aby zaczęły wypuszczać liście. Na wiosnę (marzec-kwiecień) na drzewie jabłoni wybierasz gałązkę na której chcesz zaszczepić nową odmianę (można rok wcześniej "przygotować" drzewo ścinając niektóre gałęzie stymulując w ten sposób wypuszczenie nowej na której zaszczepimy nową jabłonkę). Ja szczepienie robiłam przez tzw. stosowanie gdzie średnica pobranego zraza jest podobna do średnicy podkładki (gałązki na drzewie) - czyli grubość ołówka. Następnie ucinamy pod skosem zraz i podkładkę tak aby "pasowały" do siebie, dokładamy i ściśle wiążemy np. specjalną taśmą lub sznurkiem. Po około miesiącu widać czy zraz żyje, tzn. jak wypuszcza liście to jest ok W pierwszym roku u mnie od razu zakwitły, ale oberwałam od razu owoce aby się nie wysilały. W drugim roku już jadłam pierwsze nowe jabłka
Tu masz przykładową stronkę (oczywiście czytając zamień podkładka jako pień na gałąź) ale myślę, że jak poszukasz to na pewno znajdziesz nawet i filmik
Coś tam jeszcze kwitnie w ogrodzie - np. te białe maruderki
Do tej pory nie miałam większych kłopotów z moimi bukszpanami a mam ich nie tak mało. Ostatnio zauważyłam, że trzy bukszpany z 3-4 letniej obwódki wyglądają bardzo kiepsko. Fakt, że od początku po posadzeniu wyglądały znacznie gorzej od pozostałych ale teraz to już wręcz fatalnie. Czy ktoś mógłby mi pomóc rozgryźć w czym problem i jak je ratować czy od razu wykopać aby nie zarazić pozostałych. Dodam, że pozostałe w kilkumetrowej obwódce są w idealnym stanie
a tak wygląda w środku
Mirka! Wydaje mi się że tego typu szczepienie to tylko w ramach danego gatunku tzn. jabłka na jabłkach itp. Takie szczepienie to fajne i przydatne doświadczenie zwłaszcza w małych ogrodach, gdzie nie ma miejsca np. na kilka jabłoni. A ten sposób zapewnia świeże jabłuszka prosto z drzewa od początku lipca do późnej jesieni (nawet udało się 3 skrzynki zebrać na przechowanie)
Do tej pory z bukszpanami nie miałam problemu, ale ostatnio przy przeglądaniu pod kątem ćmy zauważyłam, że 3 bukszpany w obwódce b. kiepskie Muszę fotkę wrzucić na wątek bukszpanowy. Może ktoś coś doradzi
A w ogrodzie jeszcze ostatnie kwiatuchy
Powojniki mają już całkiem suche liście ale gdzieniegdzie pojedyncze kwiaty a nawet pąki
Sezon na pierniki uważam za otwarty. W tygodniu mi sie przypomniało że to już najwyższy czas upiec pierniki żeby zdążyły zmięknąć.
Dwa dni temu zrobiłam ciasto, odstało dwa dni a dzisiaj upiekłam. Poszło śmigiem bo na dwie blachy.
Dzisiaj rozpoczęłam przygotowania do pierwszego w tym sezonie wędzenia. Zatęskniłam za smakiem własnych wyrobów. Zamówiłam zrębki i osłonki na wędliny. Mięsa już się peklują.
W nocy są niewielkie przymrozki, w dzień około 10 stopni na plusie.
Żal jest w tej sytuacji adekwatnym uczuciem.
Pamiętam takie zdanie Chmielewskiej wtrącone całkiem poważnie w humorystyczną w sumie książkę, że gdzieś tam w muzeum zagranicznym mają całe piętro na to, aby wyeksponować widelce. CAŁE PIĘTRO! I tylko widelce.
U nas zachowały się pojedyncze sztuki.
Mamy kiepskie położenie geograficzne. Przez Polskę przewalały się wszystkie możliwe fronty. To jedna z przyczyn utraty pamiątek, ale nie jedyna.
Bo jeśli zniszczy ktoś obcy, to jakby mniej jest bolesne niż kiedy niszczy swój.
To my sami rozgrabiliśmy majątki ziemskie, paliliśmy w piecach zabytkowym parkietem, ramami okien, poręczami schodów. Dla zabawy tłukliśmy kafle. W parkach robiliśmy wysypiska. I tego nie potrafię zrozumieć.
Rewolucje były i we Francji i w Anglii. Prosty lud występował przeciwko arystokratom. I jakoś nikomu z ludu nie przyszło do głowy burzenie i dewastacja budynków czy parków. Zburzyli jedynie więzienie.
Tu, na Dolnym Śląsku, było skupisko pałaców i zamków porównywalne z zamkami nad Loarą. Ocalono nikły procent, a i to raczej dzięki pasjonatom i szczęśliwemu zbiegowi okoliczności.