Gabrysiu, pamiętasz jak oglądałyśmy dalię pod sklepem "Pszczółka" w listopadzie 2017 i mówiłam Ci, że ona się zmieniła? Bo była bordowa a widziałyśmy różową. Coś w tym jest. Jak robi się ciemno i zimno to one bledną, nie mają już cukrów.
Wydaje mi się, że pokazana przez Poppy inspiracja od S. Raven oprócz kolorystyki i wyglądu kwiatów, uwzględniała również wysokości i szerokości korpusu dalii.
dalia 'Verone's Obsidian' wys. 100-120 cm
dalia 'Fairway Spur' wys. 120 cm
dalia 'Daisy Duke' wys. 110 cm
dalia 'Babylon Bronze' wys. 120 cm
W tym roku zamarły mi (ze starości, jeśli tak, to ich starość miała 3 lata?) wszystkie kępy liatry. Zdjęcie z 2016, w 2017 były już biedne, a w tym roku wyrzuciłam.
Tak patrzę na te Twoje dalie i myślę, że niektóre to takie panny wieśniaczki ze zdrowym rumieńcem, inne takie drobne panienki na cieniutkich nóżkach, a te pomponikowe to takie sztywniary królewny z wysoko podniesioną głową. No naprawdę, tak mi się jakoś skojarzyło...
Ogród cudny, lubię po kilka razy obejrzeć każde zdjęcie. Ten rdzewiaczek kwiat piękny w tych trawach. Pozdrawiam ciepło!
Dalii miałam więcej ale podzieliłam się nimi z rodziną, więc niektóre odmiany mi wyszły do innych ogrodów. Za Twoim przykładem też zrobiłam im etykiety.
Chciałabym na rabacie daliowej mieć raczej jednoroczne: z fenkułem, szarłatem, kosmosem i łobodą bordową. Dalie potrzebują tego zwiewnego towarzystwa. Ogród Marieke był bardzo inspirujący.
U mnie nigdy zwykły zielony arcydzięgiel nie był tak masywny na szerokość. Zielony liście ma bardziej ażurowe i nie tak pierzaste jak olszewnik. A olszewnik jest potężny - z tym że rośnie w dobrych warunkach (gleba), czego dzięgiel nigdy nie miał. Olszewnik kwitnie dłużej. Od końca lipca do teraz (zrobię zdjęcia z teraz).
O jarzębie nic mi nie wiadomo.
Zielony się rozsiewa chętnie, bordowy - u mnie nigdy. Tutaj zdjęcia moich bordowych (niestety lepszych nie mam), to ten co był chyba w ogrodzie Ziburskych.
Fasolko, to miłe co piszesz, cieszę się, że komuś gra podobnie. Ogród to ciągła praca, reagowanie na upływ czasu, podążanie za kolejnymi planami, zmianami, jeżeli samemu się podjęło temat zagospodarowania przestrzeni. Czasem chciałabym mieć wszystko zrobione "od płotu do płotu", ale coś trzeba zrobić jak piaskownica przestaje być potrzebna, czy drewniana huśtawka zacznie się sypać.
Fizyczne swoje niedomagania rekompensuję naturalistycznym założeniem. Nie mam wtedy poczucia, że ogród codziennie wymaga sprzątania i że to mnie przerośnie.
A mam do ogarnięcia 30 arów, z czego 11 arów, przeznaczonych na boisko, mały sad i warzywniczek zakupiliśmy od sąsiadów kilka lat po zakupie pierwszej części- teraz już leśnej. Dwa lata zajęło nam wykarczowanie dokupionej części, bo całość jest wąska (24m) i nie ma wjazdu dla cięższego sprzętu. Zostawiliśmy tylko świerk srebrny, dwie cudowne czereśnie i orzecha włoskiego. Wykarczowaliśmy mnóstwo samosiejek: brzozy, topole, wierzby, ogromne nierodzące leszczyny i kilka próchniejących drzew owocowych. Zabawa z założeniem trwa!
Popełniłam wiele błędów, niektóre koryguję do dzisiaj np. zbyt szybko urosły świerki od zachodu i zrobiło się bardzo norowato. Lex Szyszko dał nam szansę na wpuszczenie światła poniżej widać same "totemy" ze świerków. Za hortensjami była zielona świerkowa ściana i bardzo już ciemno
Osłoniłam się w tym roku od sąsiadów tylko pięknym kokornakiem, niskim żywopłotem z cisa i przywarką . U nich ogród sam się założył
Dziękuję to bardzo miłe co piszesz. Bardzo lubię swój ogród, choć jeszcze nie skończyłam go upiększać Za rok czeka mnie dużo pracy . Cała skarpa do przeróbki, a milion pomysłów w głowie
Kwiatuszek dla Ciebie: