Na 5minut wyszło słońce więc zrobiłam zdjęcie swojej łąki przed ogrodzeniem.
Jest cała niebiesko-fioletowa. W roli głównej Żmijowiec Grecki i Ogórecznik oraz Chaberek
Lubię te moje frontowe rabaty, bo cechuje je całoroczna atrakcyjność i minimalna pracochłonność, a przy okazji zapewniają intymność.
Ten płaczek to 12-letni cyprysik nutkajski Jubilee. Bożenka/Kordina określa go mianem "wielkiej mrówy".
Początki tej rabaty nie wyglądały spektakularnie.
Wyleciał stamtąd świerk kłujący, w tym sezonie kolumnowe jałowce zastąpiłam cisami. Cyprysik pozostał jako gwiazda rabaty.
Eeee a jaki masz zajefajny front
Jakoś umknęły mi zdjęcia z Twojego frontu. Chyba nie trafiałam na zdjęcia
Super jest i ten żwir pięknie się prezentuje.
Ten płaczący iglak to świerk czy cis?
Moje tuje mają ok 10 lat i od kilu tygodni jedna z nich na wierzchu schnie. Dosłownie w oczach. Nie widać szkodnika. Na mojej ulicy sąsiad stracił cały szpaler żywotników w bardzo krótkim czasie i miały podobne objawy. Co to może być i co zrobić ?
Dzień dobry. Posiadam ligustr zimozielony dwuletni. Niedawno zaatakowało go jakieś ustrojstwo. Plamy i na niektórych krzakach już brak liści. Co to za choroba? Co zrobić?
Haniu a wiesz, ze na żółto przebarwia sie rowniez Heptakodium i ma rownie ciekawa kore co pensylwanski. Warto zaprosic to male ciekawe drzewko do ogrodu. Liscie przypominaja derenia kousa ale sam krzew nie jest wymagajacy tak jak deren, rosnie wszedzie i pieknie kwitnie na bialo we wrzesniu.
Szkoda, ze nie zdobylo uznania w naszych ogrodach.
Ooo, dziękuję dobrze, że zapytałam, bo wpadł mi w oko, szukam czego na żółto przebarwiającego się, niedużego drzewka a tulipanowiec raczej duży A to nawet mi się podoba
Jeśli chodzi Ci o drzewko na tym zdjęciu, to nie jest to tulipanowiec, choć kształt liści mógłby naprowadzać na ten trop. To klon pensylwański. Mam go w ogrodzie od 8 lat. Początkowo rósł na rondzie, ale kiepsko go tam było widać. Jego jesienne przebarwienia nie są szczególnie atrakcyjne, ale ma piękną korę. Ostatecznie wylądował w zakątku brzozowym i o dziwo żyje.
Wczoraj przed snem chodziłam sobie jeszcze po Twoim zakątku. Miło się zasypia, kiedy można pod powiekami zamknąć tak cudowne kadry. Dobrze jest spotkać na swojej drodze (nawet wirtualnie) takich ludzi jak Ty.
W nocy długo czytam i rzadko mi się udaje wyskoczyć do ogrodu bladym świtem. Sen bez ograniczeń czasowych jest sporym plusem emeryckiego etapu życia, ale ma też pewne minusy.
Dzisiaj się udało. Przesunęłam tylko w czasie śniadanie i poranną kawę.
Niewiele już mi zostało w ogrodzie dużych miskantów. Na tym etapie ogrodowania w zasadzie zachwyca mnie tylko Ingrid Dronning. Może dlatego, że tak cudownie się przebarwia i jest subtelny w odbiorze.
Mnie niestety natura pozbawiła talentów artystycznych, ale na szczęście obdarzyła jako taką wrażliwością na twórczość innych, w tym matki natury. Mogłoby być gorzej, bo przy dość pragmatycznym podejściu do życia owej wrażliwości mogłoby nie być.
Cudownie! Jaki klimat!
Z powodu m.in. takich klimacików żal mi niepomiernie, że ogród mój jest "ogrodem na odległość". Nie mam możliwości uchwycić w kadrze nostalgicznego nastroju.
Jak za dawnych czasów otworzyłam sobie Twój wątek do porannej kawy i czytając dyskusję o muchomorach tudzież teoriach prawie spóźniłam się do roboty Dobrze, że drogowskaz kierujesz na te piękne kadry
Wczoraj mózg mi się nieco zlasował i udałam się do łożnicy, gdzie doprowadzałam szare komórki do stanu równowagi oddając się po latach ponownej lekturze książek Zafona z jego cudownego cyklu Cmentarz Zaginionych Książek. Pokochałam Barcelonę po przeczytaniu lata temu Cienia wiatru.
A dzisiaj zapowiada się pierwszy od dłuższego czasu dzień ze słońcem i odczuwam potrzebę innego rodzaju rozmyślań niż podczas weekendu. Zostawmy już te dysputy o teoriach i przejdźmy do cieszenia się tym, co namacalne. Świat bywa piękny.