Potem układanie boazerii, malowanie impregnatem, drobne detale dekoratorskie … i nareszcie jest – mój kibelek po metamorfozie
Pamiętacie moje konstruowane w styczniu/lutym lustrzane okno? Troszkę je „podpicowałam” i teraz wygląda tak…
I moja elektryczna latarenka też idealnie wpasowała się aranżację…jakby wisiała tu od zawsze
I co wy na to ??? Bo ja dumna z siebie jestem jak polska szynka na eksporcie.
Chyba udał mi się kibelkowy design.
Edit:
I jeszcze jedno.
Dziś była u mnie w „szmaragdowym” koleżanka. Uznała, że „nowy” kibelek zasługuje na uroczyste otwarcie! Było więc przecinanie wstęgi i zimne piwko, a po piwku wiadomo - uroczyste sikanie i kupa…śmiechu.