A tymczasem...
Pozyskałam w pobliskim lesie i posadziłam na trójkątnej rabatce pod oknem zwykłe narcyzy, takie, które zawsze kojarzą mi się z dzieciństwem, a których nigdzie w sklepach nie widziałam. Ktoś je kiedyś musiał wyrzucić do lasu i wyrosły. Zauważyłam je już dawno, ale przypominało mi się o nich, gdy już kwitły i żal mi było wykopywać. Teraz, gdy moje "sklepowe" narcyzy wyszły, poszłam zlokalizować te leśne i pobrałam.
Podczas wycinania dołków przyrządem do sadzenia cebulowych, straciłam równowagę i poleciałam do przodu między szmaragdem i miskantem, wprost na ścianę domu. Wyhamowałam na szczęście na kostce brukowej. Nadgarstki bolały, ziemia przeorana, ale roślin nie uszkodziłam. Następnie dostałam ataku śmiechu, a potem jeszcze jednego, jak pomyślałam, czy przewróciłam się pod wpływem jednego wypitego wcześniej piwa, czy tylko śmieję się z tego powodu. Tak, czy inaczej, bardzo dawno tak się nie uśmiałam. Śmiech widocznie był mi bardzo potrzebny, bo gdy mąż skomentował mój wyczyn słowami: "nareszcie zęby byś sobie zrobiła" to zamiast zabić, zgodziłam się z nim i znowu szczerze uśmiałam

Poniżej - sprawcy