Kolejny mglisty dzień.
Domowe kwiaty podlane,
czas wyjść z psem na polanę.
Nie chce się wcale,
a on patrzy na mnie wytrwale!
Zakładam więc botki,
beretkę, kapotę i szal,
i idziemy sobie w
siwą dal.
Pod nogami trzeszczy śniegowa gruda,
może nie zmoczyć nóg mi się uda.
Lecz futrzakowi marzną łapki,
Nie ma bucików, ani czapki!
Spacer więc krótki, tyle "co trza".
Mam trochę serca dla swego psa!