Dzisiaj wspominałam Ogród Moorriem w Niemczech. Widziałam go dwukrotnie. Po raz pierwszy w odsłonie późnego lata, kiedy kwitły rośliny "rodem" z Pieta Oudolfa (krwawnice, dzielżany, jeżówki, sadźce, trawy itp.). Wtedy obiecałam sobie, że wrócę do tego ogrodu w czerwcu, kiedy w rozkwicie będzie pewna część ogrodu tzw. Bauerngarten, czyli cottage garden, a więc ogród wiejski.
Oczywiście zakupiłam książkę, której tytuł oddawał nastrój tego ogrodu: "Ogród Moorriem. Spacer między ostróżką a krwiściągiem"
Rozmowa z właścicielem była czystą przyjemnością. Opowiadał jak z małżonką zakupili 300-letni dom i hektar ziemi i zaczęli tworzyć ogród. Właściciele nawiązali do tradycji wiejskich ogrodów tego historycznego regionu: przed domem nie było przedogródków tylko łąki z pasącym się bydłem, za domem sad z rabatami, tzw. kwietnikami.