U nas też była mżawka, ale to tylko takie muśnięcie po korze z wierzchu. Sadziłam dziś resztę fiołków od mamy i niestety susza idzie wgłąb ziemi coraz bardziej. Trzeba podlewać.
Też zauważyłam, że prognozy bardzo szybko się zmieniają. Niestety zazwyczaj na niekorzyść.
Na razie bez strat, ale ciężko będzie.
Ładny kolor naparstnic
A to różowe za cisami to co to jest?
I jeszcze róża piękna, ta nad misami, zapomniałam już nazwy, coś na „h”
Droga do kompostownika dostarcza wiele doznań estetycznych.
Na ganku pachnie kwiecie hortensji pnącej, a przy furtce czuć zapach goździków skalnych.
Kukliki wciąż cieszą oko. Niesamowite są z tą długością kwitnienia.
Cierliwie czekam na kwiecie mojej drugiej różanej ulubienicy.
Comte de Chambord
Po wykopaniu sporego berberysu wreszcie dobrze widać ze wszystkich stron Mary Rose. Powinna być zadowolona z uzyskania większego nasłonecznienia. W półcieniu nieco marniała.
Cieszę się jak głupia z pierwszego kwiatka na penstemonie. Mam go od dwóch lat i nigdy nie kwitł. Zmieniłam mu miejscówkę i się odwdzięczył.
Aparat mi znowu szwankuje. Ma jakieś problemy z ładowaniem baterii. Do fotografowania trzeba się przygotowywać z wyprzedzeniem.
Dzisiaj się udało cyknąć trochę zdjęć przed południem. Inne jest wtedy światło.
O poranku dobrze wygląda zegarowa. Słońce ładnie podświetla miskanty Variegatus i liście grabów.
Na drugiej frontowej fajnie wyglądają kłosy owsicy wieczniezielonej.
Pokażę mój kącik chemika-ogrodnika za domkiem narzędziowym. Do dużego zbiornika zbieramy deszczówkę z domku. W beczkach robią się gnojówki z pokrzywy i ze skrzypu.
Piękna kompozycja.
Dziękuję za prezentację rabaty. Floksy chyba w niebieskawych odcieniach, jeżeli dobrze kojarzę.
Jedyny plus braku deszczu w porze kwitnienia piwonii, kwiaty nie leżą na ziemi.
Z nowosci w ogrodzie: prezent urodzinowy od męża Brzoza pendula oraz szaleństwo zakupowe w szkółkach i przez internet: jodła, rozchodnik okazały, gaura, irgi, cyprysik groszkowy i barwinek większy.
Teraz tylko chwilą czasu i najprzyjemniejsza część, sadzenie!
No i wykrakałyśmy. Znienacka na trawniku wokół Oli pojawiło się sporo liści.
Trochę mnie to zdziwiło, bo wichury żadnej nie było. Przyjrzałam się listkom, a na nich czarne plamy. Widać przyplątało się jakieś grzybowe paskudztwo.
Zaczekam aż opadną te zainfekowane listki i zbiorę grabiami z trawy. Pryskać już nie ma sensu.