Dla tych wszystkich, którzy zajrzeli lub będą zaglądać - zaraźliwy, ogrodowiskowy szał kulkowania nawet na urlopie (na domiar złego w nieswoim ogrodzie )
a mi od razu zabrzmiało w głowie "ostał ci się jeno sznur" ... ... to apropo śmieci ...
Aniu siadłam i tak oglądam ... czytam i ciągle wracam tym samym ...
na głównym wątku spotkaniowym ciągle pojawiają się nowe zdjęcia ... to jakiś ewenement bo niby to samo a jaka radocha jak się ogląda ... tzn byłaby nieograniczona gdyby Robert nie wkleił mojego wielkiego czerwonego brzucha ... zdjęcie tak piękne jak mój brzucho wielki - nio nie wiem dlaczego z litości dla ludzi jakiegoś photoshopa nie użył ... ale nie użył ... wybaczam tę prawdę o sobie bo zdjęcia są fantastyczne !!! - wszyscy jakby zastygli na sekundę po której ruszą dalej ... i już się tam czuje ten ruch z przed i potem ... pierwszy raz mnie coś takiego ze zdjęcia znokautowało ... miszcz !!! Klamber od dziś
z moim reportażem nie wybyłam na główny ... postanowiłam, że pora zrobić coś szalonego i padło na ten tydzień ... wiem, że ryzyko jest dramatyczne ale postanowiłam nie kopiować czym niestety mogę Cię zenerwować ... po pierwsze liczę, że podekscytowana nieposłuszeństwem dobiegniesz do Kielc ... po drugie kto ma przeczytać przeczyta tam gdzie jest ... zwłaszcza, że jak na robotę się załapałam i fuchę i zaszczyt mam - skryby ogrodowiska ... jeszcze nie dociera do mojego neurona dyżurnego ale on dziś po przejściach to dam mu chwilę
Aniu ... coś mi podpowiada i aż cała się kurczę na tego skutek, że ja nie podziękowałam Ci ... Wam za ten weekend ... no tak coś mi mówi ... a powinnam ...
Dziękuję za to, że jesteś ... za to, że byłam gościem i nie tylko (zwłaszcza za to nie tylko baardzo dziękujemy) w Twoim domku i mogłam śmiać się przy śniadaniu z Tobą ... Kazkiem ... mamą Danusią ... Maćkiem i Anią ... i z fantastyczną Teresą (świat nie zginie dopóki istnieją taakie przyjaciółki !!!) i Everestem ... oj ten chłopak miał tyle zachowań Kili, że co na niego nie spojrzałam tęskniłam za sunią ... ale tylko dopóki nie wróciłam do domku ... dopóki przywalona jej miłością nie leżałam na szafce w wiatrołapie z wylizanym makijażem ... ...
Dziękuję, że w tym pięknym ogrodzie poznałam tyle wspaniałych ludzi ... dziękuję za czas makro relaksu bo oboje naładowaliśmy baterie na długo ...
Dziękuję za wieczorny spacer z małżem (moim żeby było jasne ) ... bo to nowe dla nas doświadczenie ... zejść z tarasu i pójść na spacer między własne rabaty ... wow ... to jest coś !!!
W przerwie między opadami wyskoczyłam położyć Karolka na drzemkę
Fuksja, która mimo solidnej doniczki co chwila leży przez te wiatry
Kwiatuszki u Lime Marmalade (teraz widzę, ze złapało ostrość gdzie indziej i kwiatki mało widoczne, ale uwierzcie, ze dwa są)
Anita - nie wiedzialam ze pod Piotrkowem jest tak tanio!! Im blizej Lodzi tym gorzej mysle Ale i tak nie tragicznie! A w miescie, w super lokalizacji - to nie tak zle, Kasiu!! Wozenie jest meczace, wiem cos o tym... za pol godzinki sie zbieram i jade po Mloda
Teraz koło mnie mozna kupić chyba po 50zł- nie jest źle, tym bardziej, że droga dojazdowa super-latem mam 10 min do miasta, poza tym mam 5 min piechotą do lasu i rzeczki
to moja okolica
Poprzednia noc była dla nas bardzo ciężka... wiało tak okrutnie że baliśmy się z Arkiem wyglądać na zewnątrz w obawie co tam zastaniemy....
Dziwne bo roślinki jakoś strasznie nie ucierpiały... Klony, modrzew i hakuro dostały solidne wzmocnienie jeszcze w ciągu dnia bo targało nimi na wszystkie strony ale przetrwały... Modrzew miał tylko oberwanych kilka gałązek ale nie ucierpiał na tym jego wygląd... Hakuro bez zmian...
Najgorsze było to że wiatr przewrócił nam pergolę... Fakt nie była przymocowana ale ma taki ciężar że nigdy w życiu nie powiedziałabym że coś ją ruszy....
Poniszczyła troszkę kwiaty ale nimi się tak nie przejmuję bo złocienie już prawie przekwitły a na tych wysokich żółtych wcale mi nie zależy... Troszkę poniszczony biały aster nowoangielski ale mam nadzieję że się pozbiera...
Clamatis też dał radę... Troszkę go naciągnęło ale trzymał się dzielnie...
Jeszcze wczoraj udało się ją na nowo postawić... Tym razem otrzymała solidne wzmocnienie.... Arek wwiercił w stempla drut zbrojeniowy a pozostała jego część została zabetonowana w ziemi... Mam nadzieję że teraz nic jej nie ruszy... Beton nie będzie widoczny bo będzie obsypany żwirkiem a pergola będzie obsadzona dołem hostami.
ŁAŁ, Ozzi Wszystko zmieściłaś, nawet mojego kopytnika
jukka jest prawie w tym miejscu, gdzie ją narysowałaś. Może trochę bliżej żurawki nr 3
Tylko że ona duża jest:
Czy cisy strzyżone to kulki czy stożki? I duży to ile w cm?
Te cztery kropki pomiędzy hortensjami a ginko to też miscanty, czy nie?
Tess, jak Ty to zrobiłaś, że wszyscy ogrodowiskowi projektanci na wyścigi Ci projekty robią??? Jak ja miałam potrzebę zrobienia rabaty to pies z kulawą nogą się nie zająknął! No zdradź ten sekret. Zatańczyłaś, zaśpiewałaś, torty im piekłaś? No powiedz