Jakie szybko, Jolu? W żółwim tempie. Może tylko mniej się stresuję. Będzie co ma być, a jeżeli zdarzy nam się mroźna zima, to jeszcze lepiej, nie będziemy się wyrywać do ogrodu, w lutym, bo jeszcze śnieg będzie leżał.
Teraz tylko co nieco opatulić, ozdóbki pochować, żeby nie fruwały po działce, miskanty powiązać i koniec. Może uda się, jak zawsze na koniec października, zafiniszować. Jeszcze jakieś pogodne dni mają się trafić.
Ostatnie różyczki mini.