Jednego roku moja też kwitła w domu bo było za chłodno, jeżeli padają deszcze i masz brzydko to ją zabierz, u mnie w nocy było już nawet 4 st., to trochę dla niej za zimno, moja jeszcze kwitnie ale już tak wyglądazdjęcie z dzisiaj a trytomy polecam
Aniu, wróciłaś Z zakończenia remontu cieszę się razem z Tobą.
Trytomy chyba muszę zakupić. Twoje takie ładne.
A moja tuberoza ma pąk. Myslisz, że jest szansa, żeby zakwitła jeszcze?
Stoi na dworze, czy to dobrze? Może ją zabrać do domu?
Haniu, to zupełnie taj jak u mnie - wszystko, co dotąd zrobiłam - w ubiegłym roku i w tym - już przerobiłam albo zamierzam jeszcze w tym roku zmienić Niefajnie mi z tym, bo mam jeszcze tyle kątów do ogarniecia.
U mnie odpowiedziałam Ci krótko w sprawie jajek opuchlaków. Najpierw przekopiuję to, co napisałam u mnie:
Obecność kulek może oznaczać jaja opuchlaków, ale nie musi. Jeśli ktoś używa nawozów długodziałających to może to być właśnie nawóz. Nawóz może być w nowozakupionych roślinkach. Ale jeśli tylko pod jedną roślinką jest kupa kuleczek, to moim zdaniem nie jest nawóz. W ubiegłą sobotę przesadzałam moje zawilce (były za gęsto posadzone) i tylko pod jednym były setki kuleczek. To nie był nawóz.Niestety.
Jaja opuchlaków mają różne odcienie żółtego. Od bardzo bladego, prawie białego, po prawie kakaowy, ale głównie są zółte. Cechą odróżnającą je od nawozu są dwie rzeczy:
jaja opuchlaków rosną, a więc kulki są różnych rozmiarów, a te większe przestają być idealnie okrągłe,
po zgnieceniu z jajek wydziela się płyn, biały.
Widziałaś u mnie zdjęcie jajek? A larwy opuchlaka nie są szare, są białe. Masz może zdjęcia tych larw?
Ewa, bardzo ładne trawki przyszły i pięknie się komponują na rabacie. Piękna rabata.
Nie mogę się doczekać przyszłego roku - jak to bujnie
Jak będziecie szukać wideł i dwóch sekatorów, zwróćcie uwagę, czy nie ma gdzieś pazurków. Pomarańczowe z drewnianą rączką. Ostatnio widziane ponad dwa miesiące temu nad Rozlewiskiem.
Haniu, zaraz polecę do Ciebie i szeroko odpowiem.Krótko mogę powiedzieć tak: obecność kulek może oznaczać jaja opuchlaków, ale nie musi. Jeśli ktoś używa nawozów długodziałających to może to być właśnie nawóz. Nawóz może być w nowozakupionych roślinkach. Ale jeśli tylko pod jedną roślinką jest kupa kuleczek, to moim zdaniem nie jest nawóz. W ubiegłą sobotę przesadzałam moje zawilce (były za gęsto posadzone) i tylko pod jednym były setki kuleczek. To nie był nawóz.
Niestety.
Co więcej, byłam nieco rozczarowana, bo dwa tygodnie temu zaaplikowałam Lervanem, a podczas przesadzania żurawek zauważyłam żywe larwy Kilka tylko, ale jednak...
O qrcze, dopiero dopatrzyłam, że nie odpowiedziałam tak miłym gościom
Normalnie ślepota mnie jakaś dopadła
Buziam, Grembosiu Bliższe prawdy będzie stwierdzenia, że kawałek ogrodu wygląda wspaniale
Bo to tylko fragment tak ładnie wygląda. Reszta - tak sobie i jest w nieustającej przebudowie.
Właśnie się zastanawiam, czy to był kiepski rok dla żurawek, czy one po prostu tak mają Bo to mój pierwszy rok z żurawkami (wcześniej miałam tylko Purple). Moje żurawki mają się różnie. Citronleki się pozbierały, nie bywają już tak "zardzewiałe", ale kilka zostało całkowicie pozbawione korzeni (przyczyna - opuchlaki). Earth Angel ma bakteryjną plamistość, a Purle Palace były zjadane przez opuchlaki. Pozostałe odmiany - a mam ich sporo - całkiem dobrze się mają.
Och, dzielenie uwielbiam, więc też dzielę jak szalona (z citronelek pobrałam odnóżki).
Na szczęście nornic nie mam. Współczuję, Sylwio tych lokatorów.
Dziewczęta - bardzo przepraszam, że przegapiłam Wasze wpisy.
Pomyślę o tym. Tylko jak wyzdrowieję i wrócę do sił.
Masz jakieś doświadczenie z wysyłką roślin? Tzn. jakim listem, jak zapakować?
Ja będę dopiero debiutować w tym temacie.
Wiesz oczywiście, że są one trujące?
Ta roślina którą masz, prawdopodobnie nie przetrwa zimy. To są rośliny maks. dwuletnie. Ja wysiewałam w lutym, latem zakwitły i potem zimą większość zgniło. Bardzo niewiele przezimowało, a te które przezimowały były brzydkie.
Ale chodź do mnie pogadać, nie będziemy Tess zaśmiecać wątku.
Błękitne niebo to już miłe wspomnienie, ale kociaczek urósł po dwóch tygodniach...nie chciał z nami gadać po powrocie był obrażony, że go nie zabraliśmy ze sobą