W swoim czasie miałam jałowce do wywalenia, ale sił nie było, i korzenie zostawiłam na grządkach, Jedyną rzecz, którą przy nich zrobiłam, to pozbawiłam kory na tych wystających kikutach, Po kilku latach, zaczęły mi niektóre butwięć. Wtedy je definitywnie usuwałam.
Obok tych pieńków posadziłam inne roślinki i tych pieńków już nie było widać, a niektóre za ozdoby uchodziły.
Jałowce raczej z korzeni nie odbijają. To moja ogrodnicza podpowiedź, bo szarpać się ze wszystkimi korzonkami nie ma sensu. Pozdrawiam jesiennie.
O dziękuję Lidziu za tą podpowiedź. Czasami jestem u córci w Warszawie i można kiedyś było y cis połączyć. Może w przyszłym roku. Ale wiem już do kogo pukać . Dzięki
Ajko- Aniu, dziękuję Ci pięknie za gratulacje i za dobre słowo
Tak, te uschnięte drzewa to była konieczność. I masz rację - zrobiło się jaśniej i lżej.
Co do grabów przy granicy nie wiem, chcę trochę koloru.
A które, jakie graby najlepsze ? One późno liście wypuszczają ? Zapisuję sobie Twoją radę na liście, na pewno wezmę je pod uwagę.
A astry... oj tak! Te ciemnoróżowe to moje nowe miłości. Kwitną jak szalone i taki dają kolor jesienią, kiedy już wszystko gaśnie.
Ewuś cieszę się że, że wszelkie różowisci w ogrodzie ci się spodobały.
Moje niebo dziś wieczorem nad moim ogrodem.
Ktoś rozlał na nim morze ognia, złota i różu.
Zapaliło się całe od horyzontu po horyzont. Pomarańcze, czerwienie, fiolety jakby ktoś chciał zużyć wszystkie kolory naraz, zanim nastanie noc.
Chmury jak muśnięte pędzlem, a moje drzewa na dole już tylko czarnym tuszem. Ciche strażniczki tego ognia.
Stałam i patrzyłam, aż zabrakło słów.
Taka mała w tym wielkim spektaklu tylko dla mnie.
Tak żegnał się dzisiejszy dzień