Wciąż mi jednak mało tego deszczu . Ale faktycznie - ogród wygląda soczyście .
W temacie ogrodowych prac w kontekście kręgosłupa - nie ma tu dużej filozofii, jedynie trzymam się kilku prostych zasad.
1. Po pierwsze baza czyli mięśnie brzucha i pleców. Nie ma bata, trzeba je mieć mocne i w dobrym stanie. To one przede wszystkim mają trzymać pozycję.
2. Po drugie - żadnego dźwigania (w moim przypadku absolutnie żadnego), a jeśli w ogóle coś podnosić to tylko przy napiętych mięśniach pleców i brzucha oraz nigdy z pozycji pochylonej w przód. Czyli gdy podnoszę konewkę (max 4 litry) tu kucam obok niej i wstaję razem z nią z prostymi plecami. Nie pochylam się z pozycji stojącej, by ją podnieść.
3. Prace przy rabacie - nie pielę stojąc i pochylając się do ziemi. Zawsze mam ze sobą podkładkę i sobie na niej klękam lub siadam po turecku i staram się - to jest najtrudniejsze do osiągnięcia - nie pracować w wychyleniu do przodu. A jeśli już - napięte mięśnie. Nie mam jakoś gęsto na rabatach, zatem jest to możliwe do osiągnięcia.
4. Przy kopaniu nigdy nie przerzucam całej zawartości łopaty/szpadla, bo jest zbyt ciężka do podnoszenia w takiej pozycji czyli wychylenie w przód. Nabieram po pół, trwa to dłużej, ale zdrowiej dla pleców .
5. Proszę o pomoc, gdy cos jest zbyt ciężkie, ale staram się nie doprowadzać do takich sytuacji, gdy mogę ich uniknąć. Czyli np. nie wrzucam ziemi do wiadra, bo nie będę go mogła potem sama podnieść. (fizycznie jak najbardziej bym mogła, bo sił mi nie brak, ale nie mogę w trosce o kręgosłup). Wrzucam zatem na wózek (genialna rzecz w ogrodzie, taczka jest zbyt ciężka). A potem nie podnoszę tego wózka, by ziemię wysypać w innym miejscu, ale wybieram ja łopatą. Lub zostawiam, by ziemię zrzucił mąż lub dzieć. Zwracanie się o pomoc jest istotną kwestią przy dbaniu o kręgosłup .
6. Wspomniany wyżej wózek - rzecz absolutnie niezbędna przy ogrodowaniu czułym dla pleców .
7. Proste ćwiczenia rozciągające po robocie - mnie najlepiej robi dotknięcie głowa do kolan i pogłębianie skłonu oraz koci grzbiet .
No i to chyba tyle
EDIT: przypomniałam sobie, co robię, by nie pracować przy rabacie w wychyleniu do przodu. Przybieram pozycję pieska, czyli kolana mam na podkładce, a jedna rękę na wysokości barku opieram na ziemi . Czego się nie robi z litości dla kręgosłupa .
No to robię prawie wszystko tak samo poza noszeniem. M nie może dźwigać i tu muszę sobie sama radzić . Konewki noszę po 2 żeby symetrycznie rozłożyć ciężar. Innego dźwigania niż ziemia na łopacie nie mam zbyt dużo już. No kora wiosna i teraz kamień do przewiezienia ale to zatrudniłam syna do pomocy . Korą mi się ducha trafiła i worki nie były ciężkie jak zazwyczaj.
Zaraz tam rady . Pokazuję tylko, jak sama działam . W myśl zasady "„Zadbaj o kręgosłup dziś, byś prosto chodził całe życie" . Ja zaczęłam dbać nieco zbyt późno...
Jeśli jest zdrowy kręgosłup to równowaga ciężarów jest OK ze względów oczywistych. Jeśli nie - zwiększenie obciążenia może przynieść więcej szkód. A najlepiej - w ogóle nie nosić. Załadować konewki na wózek i zawieźć na miejsce docelowe. Wtedy pozostaje tylko czynność, która i tak byłaby wykonana, czyli podniesienie konewki do góry
No niestety, praca w ogrodzie dość często nie sprzyja naszym kręgosłupom, kolanom, barkom itp. Dobrze wiedzieć jak pracować by sobie bardziej nie zaszkodzić. Przede mną znów mnóstwo cięcia a to sporo skrętów, skłonów i podnoszenia rąk a mi ostatnio lędźwiowy dokucza...
Chciałam zgapić od Ciebie różę Heidecośtam ale przy 1 sztuce nie wysyłają... więc zakupiłam inną .