Elu, nie ma co się smęcić. Młodzi mają inne poglądy na swoje życie. Jedni się garną do ogrodu, inni omijają szerokim łukiem. Dziś miałam spotkanie z niektórymi, owszem pytali czy już zebrałam zbiory. Ale i jeść ich nie chcą, ani pomagać przy zbiorach. Ja to widzę, ale to jest wynik ich pracy, utkwieni przy biurkach całymi dniami, chcą tego świata użyć. Zobaczyć co nieco. Niech żyją po swojemu. Nie pozwoliłam na interwencję rodziny w moje życie, niech moje dzieci sami sobie życie urządzają.
Ogród nie jest mój, jest dzierżawą od RODU, nie będę tkwić w nim do końca życia. Jak ktoś będzie chętny, to go w rodzinie przekażę, a jak nie, to zostawię zarządowi do dyspozycji. A póki jeszcze mogę, to korzystam.
Życzę jeszcze wielu sezonów, przede wszystkim w zdrowiu.