Ojej Sylwuś ale roboty masz tak z wodą to jest najwięcej ale warto jak ktoś lubi i kocha ja to jak miałam oczko to jak ciepło było dopiero właziłam to współczuję teraz pogoda nie rozpieszcza .
Ale masz pięknie kwieciście
Macham serdecznie .
Edzia te dwa zbiorniki wodne, które wczoraj czyściłam są na tyle płytkie, że jak wybiorę większość wody to klęcząc nad brzegiem i umiejętnie podpierając się o jego brzeg drugą ręką do dna dosięgam. Długa gumowa rękawica załatwia sprawę, wybieram liście resztki roślinne i muł do pojemnika i wynoszę, kamieni wczoraj nie płukałam bo bym na jedno oczko potrzebowała tydzień, a nie mam. Do tego rośliny zdążyły już urosnąć i byłoby to dość trudne. a wokół oczek też już na gęsto i problem ze znalezieniem miejsca na stopę, a co dopiero żeby uklęknąć. Ale grunt, że się udało. Jestem tak ponaciągana dzisiaj, że ledwie łażę, a największe jeszcze przede mną... tam już sama ręka nie wystarczy, obmyślam jak to zrobić bez włażenia do wody czy by się widłami do ziemniaków nie udało z dna powybierać. Mają zaokrąglone końce może bym folii nie podziurawiła....
Nomen omen po jakichś 10 latach mogę śmiało powiedzieć, ze przy zakładaniu oczka wodnego jeśli tylko dno i boki pod folią są dobrze czymś miękkim wymoszczone( u nas to była wełna mineralna i włóknina bodajże to gruba folia budowlana w dwóch warstwach spokojnie zdaje egzamin. Nigdzie nam przez te lata woda nie ucieka, a folia jest cała.
Ciągle nie znam tajemnic uprawy wilczomlecza już tyle sadzonek ukatrupiłam. A przez przypadek ładnie u mnie rośnie tylko jeden wysoki, w kolorze pomarańczowym. Ten seledynek całkiem ładny, nie mam.
Zapowiadają u nie na weekend jakieś gigantyczne opady...aż strach się bać.
U ciebie Sylwia to tyle pracy, zawsze wszystko szybko ogarniasz że aż mi wstyd że się tak nad sobą użalam.
No i jeszcze spa załatwiłaś tak 'mimochodem'
Nabijam się ale naprawdę podziwiam pracowitość.
Kochana u nas robota robotę goni, nie wyrabiamy z niczym. Praca w ogrodzie zabiera czas potrzebny na remont i budowę, a remont na robotę w ogrodzie i tak miedzy jednym, a drugim lawirujemy. Ogrodowo nadal nie odrobiona jestem. Żadna rabata nie oplewiona jeszcze. Czeka koszenie granicy dookoła, mus przyciąć od tamtej strony rośliny bo ogrodzenie niszczą. W warzywniku i szklarni jeszcze nie wszystko posadzone, zaraz trzeba będzie wysadzać to co przed mrozem się uratowało, albo z drugiej partii wzeszło, sterta przyciętych chabazi czeka na całotygodniowe ognisko tyle tego. A już by trzeba ciąć forsycje i trzmieliny. Pogoda nadal nie ułatwia. Dziś ogarnęłam wierzchem to największe oczko teraz trzeba by wodę wylać i napełnić świeżą po wybraniu mułu. Tak, że ten nie masz Się czego wstydzić bo ja na ten moment od kilku sezonów chwastem zarastam. Mam nawet fotki rabat wyglądających bardziej jak łąki niż rabaty, ale jeszcze w aparacie Kiedyś pokażę jak zgram.