Moja sobota w towarzystwie takich samych sprzętów: nożyce elektryczne + odkurzacz Bez tego nie dałabym rady już ręcznie ścinać miskantów.
W tym roku nawet ich objąć nie mogłam przy zawiązaniu do ścięcia. Mąż wiązał, ja trzymałam snopek
A teraz relacja (ze specjalnymi pozdrowieniami dla Margarete..i dla Reni) relacja ogrodowiskowa…
W weekend nareszcie trochę po ogródkowałam. Pogoda taka sobie, ale już nie mogłam wytrzymać….
Zimy prawie nie było, więc „szmaragdowy” już dawno obudził się do życia. Ach to nasze ocieplenie…zwariowała ta natura…
Kilka godzin na działce i ogród zaczął nabierać powoli cech terenu ucywilizowanego.
Trawnik wygrabiony, hosty oczyszczone z zeszłorocznych liści, a wszystkie trawiszcze przycięte. Jak już rozszalałam się z sekatorem to przycięłam także hortensje, berberysy i krzewostan owocowy w minisadzie. Wymodelowałam czuprynkę platanowi, a i suchodrzew chiński przy okazji został podstrzyżony. Rododendrony podlane, a nawet dostały troszkę suplementu diety w postaci nawozu.
Nasza druga „wesoła” jubilatka – Krys (chyba większości znana z licznych wyjazdów ogrodowiskowych) także obchodziła swoje …. 30 urodziny !!!
Tym razem największą niespodzianką (oprócz naszej obecności …oczywiście ! ) był przyjazd ogrodowiskowej Yolki (musiała przejechać 180km (!!!), aby podpisać listę obecności na szalonej imprezie urodzinowej).
Było super! Zaskoczenie, śmiech i najpyszniejsze ciasto na świecie!
Potem….
Obiecany wcześniej ciąg dalszy imprez ekipy łódzkiej. Tym razem imprezy o charakterze bardziej prywatnym.
Ponieważ nasze dwie urocze koleżanki/przyjaciółki w tym roku obchodziły pewną, okrągłą rocznicę, więc ich koleżanki/przyjaciółki nie zapomniały o tym jakże doniosłym wydarzeniu i przybyły tłumnie na imprezę urodzinową.
Pierwsza z nich - Ela (mniej ogrodowiskowa, ale na pewno bardzo ogrodowa !!!) obchodziła swoje… O wieku kobiety się nie mówi, ale niech tam…może mi wybaczy… a więc ustaliłyśmy (i tego będziemy się trzymać), że obchodziła swoje…30 urodziny !!!
Impreza była niespodzianką. Zarówno zaskoczona jubilatka jak i my bawiłyśmy się świetnie. Było kupę śmiechu, pyszne ciasta a nawet łzy wzruszenia !!!
Posłużę się zdjęciem Iwonki, chyba się nie obrazi .
U Iwonki on nie jest ekspansywny, trzyma się w kupie, nie rozłazi a w dzieleniu przyrównałabym go do miskantów więc się da, choć trzeba się trochę namęczyć . U mnie może mieć sporo miejsca . Podobno dorasta do 1,5m.
Witaj wiosną Wy jak zawsze już pracujecie pełną parą Podziwiam Twojego Emka, złoty chłop!!!
Fajne zakupy, u nas jeszcze pusto w ogrodniczym, może w tym tygodniu vos się pojawi, chcę dokupić wrzośców, bo piękne kwitną wczesna wiosną jak jeszcze szaro-buro na rabatach.
Obelisk świetny! Przymierzam się do zrobienia sama takiego cuda (no z małą męska pomocą), może jak ogarnę wiosenny ogród do końca wezmę się do robótek stolarskich
Powiem mi, te sterty ścinek trawowo-bylinowo-hortkowych nie szatkujesz? Po prostu ładujesz do kompostownika, podlewasz bakteriami i samo to jakoś się rozkłada?
Robię kompost raczej z drobnych frakcji ogrodowych z małym dodatkiem grubszych gałązek, a w tym roku mam już olbrzymia ilość patyków hortensji, dereni i sztywnych tyczek miskantów i nie wiem co mam z tym ogromem dobra począć
U mnie obecnie wyglada tak.Staram sie zeby nie bylo naraz za duzo mokrej warstwy. Dorzucam kartony po jajkach, filtry po kawie, galazki, suche liscie, slome, obornik. I faktycznie pomaga tez zlanie gnojowka ale nie od razu (chyba ze ma sie wiecej suchego). U mnie po tych dlugotrwalych deszczach tez wszystko mokre. Ale dzdzownicom sie podoba.
Witam,
Czy ktoś posiada miskanta White Rush? Szczerze powiem, że znalazłam go w internecie, zachwycił mnie, ale w żadnym zaprzyjaźnionym ogrodzie ani ogrodniczym go nie widziałam. Mam rząd ciemnych thuj, przed nimi w planie jest szpaler szczepionych na pniu śliw Nigra, a dołem chciałabym właśnie tego miskanta. Wyczytałam, że wolno rośnie i osiąga wysokość 50cm. Może ktoś podpowie czy warto? (zdjęcie z internetu).
Sylwia, w Twoim wątku wszystkie zdjęcia miłe oku ale te mnie ucieszyły najbardziej
Może dlatego, że w rejonie mojej działki, w okresie zimy, były dwa razy zarządzone polowania... Jechałam ostatnio z duszą na ramieniu, ale "moje" sarny są, żyją, skubią zielsko, lustra na tyłkach im świecą, no ucieszyłam się jak głupia jak je zobaczyłam Podobno jak się raz spojrzy z bliska sarnie w oczy i ona to spojrzenie odwzajemni - to nie ma zmiłuj, miłość na całe życie - i chyba coś w tym jest
Jakże błyskawicznie to u Was!
Sylwia, odwróciliście trawę, przykryliście kartonami, na to kompost z torfem. A te rośliny sadziliście wykopując przez karton dołki i rośliny w grunt. Czy trawa nie przerośnie wokół rh?