Lepszy ten przymrozek teraz ni tak jak rok temu pod koniec kwietnia, kiedy to już wszystko kwitło na potęgę. Skończyłam już ogrodowe porządki. Zakończenie było równie pechowe jak cały ubiegły tydzień.
We wtorek zapłaciłam 100 zł mandatu za parkowanie w niewłaściwym miejscu przy krytym basenie. Znak P zyskał niedawno malutką białą tabliczkę, że parking jest tylko dla autobusów. Mój miniaturowy samochód nie spełniał kryterium gabarytowego.
W środę po zakończeniu prania zauważyłam wodę na podłodze w okolicach pralki. Poprosiłam ema, żeby zamówił serwisanta, ale równocześnie sama zaczęłam oglądać tył pralki. Zauważyłam drobne kropelki wody na ścianie, poruszałam wężem doprowadzającym i odprowadzającym wodę. Następnego dnia przyjechał serwisant. Uruchomił pralkę, doprowadził i odprowadził wodę. Stwierdził, że nic nie cieknie, bo tym modelu pralki taka awaria się nie zdarza. Na moje subtelne pytanie, ile się należy za jego przyjazd, oznajmił z uśmiechem, że 100 zł. Mnie z lekka szczęka opadła, bo z punktu naprawy do nas jest jakieś 500 metrów, a pan spędził u nas 10 minut. A powodem pojawienia się wody na podłodze był za lekko wciśnięty w odpływ ścienny wąż odpływowy. Podczas generalnych porządków w tym pomieszczeniu musiałam go niechcący wyciągnąć
A w piątek pod koniec porządkowania kącika z brzozami zauważyłam, że nie mam na nadgarstku mojej opaski smartband. Ten model miał trochę kiepskie zapinanie- Gumowy pasek miał dziurki, w które wciskało się wypustki. Czasem przy intensywnych ruchach nadgarstka ten wypustek wypadał z dziurki i pasek się luzował. Zaczęłam szukać, ale robiło się już późno. Dalsze przeszukiwania odłożyłam na sobotę. Bezskutecznie dwukrotnie porządkowałam ponownie brzeziniak, a potem opróżniałam i przetrząsałam m3 zawartości komory kompostownika. Po opasce ślad zaginął, a zamówienie nowej wraz z nowym paskiem na tradycyjne klamerkowe zapięcie zubożyło moje konto o 150 zeta.
Ileż to pięknych bylinek można by zakupić za idiotycznie wydane 350 PLN. Zgrzytam zębami.
Szykuję się do wyskubywanie kwitnących pędów turzyc. Zauważyłam, że dobrze im to robi. Kępy nie starzeją się tak szybko. EE sprzed 6 lat.
W swoich obawach nie jesteś odosobniona. {pdczas spacerów z psem widziałam mnóstwo owiniętych agrowłókniną roślin; nawet kilkumetrowych drzewek. Ludzie chronili nie tylko magnolie, ale i brzoskwinie.
Tulipanów i runianki osłaniać na szczęście nie trzeba.
Nie było tak źle. Tylko dupka mocno podmarzała podczas sobotnich i niedzielnych spacerów z psem mimo nakładania na siebie wielowarstwowego okrycia. Wiatr wciskał się w każdą szczelinę.
Zapach ziemi też lubię, a ten wiosenny jest niepowtarzalny i wyjątkowo intensywny.
Brunnera zaczyna kwitnąć. I jagody kamczackie też. Za nieco ponad miesiąc już będzie można je podskubywać.
W piątek termometr dobił do 20 stopni. Nie mam u siebie (poza magnolią) roślin egzotycznych i wrażliwych. Z kwietniowymi przymrozkami większość roślin sobie poradzi. Najgorzej jest z tymi krzewami i drzewami, które akurat kwitną. U mnie kolejny rok nie będą owocowały śliwy. Otworzyły kwiaty właśnie w ten bardzo ciepły piątek.
W sobotę serce mi zadrżało na widok oklapniętych pąków kwiatowych świdośliw, ale wraz ze wzrostem temperatury do 2 stopni na plusie ładnie się podniosły.
Wczoraj rozbawił mnie rudzik skaczący po cieniutkiej tafli lodu w misie z fontanną. Szkoda, że nie udało mi się zrobić zdjęcia.
Dotąd żyłam w przekonaniu, że narcyzy Thalia są śnieżnobiałe, a tu taka niespodzianka.
Jeśli Ci głupio to zawsze możesz zadzwonić do sprzedawcy i odesłać zwrot. Pewnie zapiszesz się w jego pamięci jako wzorowy klient.
Tatuaż piękny w swojej subtelności.
Przymrozek był, ale nie taki straszny jak pierwotnie prognozowano. Ziąb tylko okropny się zrobił i odeszły wszystkie chęci na jakiekolwiek działania na zewnątrz.
Magnolia zbliża się do końca kwitnienia. Płatki wraz z wiatrem rozniosły się po ogrodzie. Brązowych glutów raczej nie ma.
Fajnie, że wróciłaś
Ogródkowe działania Twoje mnie zawsze ciekawią - robisz coś niesamowitego
Ale tym razem ślinka mi pociekła bardziej na widok chlebka niż rabat - proszę o przepis
Urodzie tego pierwiosnka nie mogłam się oprzeć. Do domu trafił tylko chwilowo, w obawie że mróz uszkodziłby mu kwiaty.
A w niedzielę ranek przywitał nas zaśnieżonym krajobrazem za oknem, a do tego zimny porywisty wiatr i czasem padający śnieg. Czekam na wiosenną pogodę i oby wróciła przed następną sobotą.
Do fotek załapał się jeszcze pierwiosnek od Uli i kamasje.
A teraz wysiewy
Tytoń leśny i chyba ostróżki i coś tam jeszcze. Niestety napisy były ołówkiem i w tej wilgoci spłynęły, więc znowu loteria. A z czterech pojemniczków nic nie wyszło, więc trochę słabo się udało.
A tu już część wygrabiona, ale nauczona doświadczeniem porobiłam pamiątkowe fotki, bo jakoś ten wieczór tak szybko nadchodzi.
Potem jeszcze trochę pocięłam, pograbiłam, rozsypałam azofoskę metodą Hani Gruszki i sprzątnęłam 3 taczki pociętych już gałęzi. Jestem usatysfakcjonowana. Choć pod wieczór, to już całkiem zimno się robiło. Jednak rośliny w nosie miały chwilowe ochłodzenie i większość ruszyła z wegetacją, więc jakbym się nie wyrobiła z wycinaniem, to potem miałabym przekichane.
A teraz czas na trochę fotek, bo mimo zapowiadanego deszczu byłam w sobotę na działce i nawet sporo podziałałam. Z Rzeszowa jak wyjeżdżałam, to wprawdzie padało, ale na miejscu już nie. A ponieważ tego deszczu nie było dużo i długo, to spokojnie dało się pracować, tylko robiło się coraz chłodniej. Nawet musiałam pójść się doubierać, choć zwykle przy pracy w drugą stronę to idzie.