Przedostatni dzień podróży poświęciłam na spacer po willowej dzielnicy. Moją uwagę przyciągały ogrodzenia i towarzyszące im nasadzenia. Posiadłości są warte kilka milionów euro. Byłam ciekawa jak zagospodarowali to, co sami oglądają rzadko, a i przypadkowy przechodzień nie trafia się często.
Ogrodzenia są wysokie, murowane i otynkowane. Z rzadka trafia się ogrodzenie ze szkła na wysokiej podmurówce (głównie przy willach o nowoczesnej, geometrycznej formie). Przeważa kolor biały. Mury uzupełnione są kutymi elementami bram (z blaszana maskownicą). Brakuje furtek, są pełne drewniane drzwi. Częstym elementem ozdobnym są kamienne rzeźby zwierząt, wazy lub szyszki.
Najbardziej zazdrościłam możliwości wykorzystania kolorowo kwitnących pnączy i krzewów. Wysokie pionowe akcenty to głównie cyprysiki. Wewnątrz rosną palmy i pinie.
To ogrodzenie wyglądało inaczej- jako jedno z niewielu było w całości zimozielone ( z bliska wyglądało to na żywotnik, czyli popularną u nas tuję).
Wiele ogrodzeń porośniętych było winobluszczem trójlistkowym. W tutejszych warunkach jest on zielony cały rok.