Sił starczyło tylko na zbiór owoców i warzyw do dzisiejszej konsumpcji (pasztet z cukinii, sok z pomidorów wzbogacony natką i bazylią, duszone jabłuszka z malinami) i podlanie wrotyczowym pachnidłem hortensji i ścięcie przegorzanów. Okna zasłonięte, drzwi tarasowe zamknięte, żeby ukrop się nie wdzierał. Między ścianami przyjemny chłodek. Na zewnątrz tropiki.
Jałowce znowu trzeba ostrzyc.
Skończyła się woda w studni. Przydałaby się burza.
Wybieram te mięsiste, odcinam im końcówkę z miejscem po szypułce, kroję je na pół, łyżeczką wybieram pestki. Rozkładam na blaszce miękkim do góry, posypuję solą i suszę na słońcu. Trzeba pamiętać, aby nie wysuszyć ich na wiór. Podsuszone wrzucam do miseczki i skraplam octem winnym lub owocowym. Posypuję suszonym oregano i mieszanka ziół prowansalskich, mieszam. Wkładam ciasno do słoika, wrzucam ząbek czosnku. W przepisach podają, żeby zalewać je wrzącym olejem, zakręcić i do spiżarni (ja zalewam zimnym i wkładam słoiczki do lodówki). Kilka dni temu zjedliśmy ostatnie ubiegłoroczne. Były wyborne. Stąd to moje nastawienie tegoroczne na odmiany najlepsze do suszenia. Malinówki np. są za bardzo soczyste.
Wyglądają tak
Ruszyły róże. Z płatków tych pachnących i listków mięty zalanych zimną wodą można zrobić wspaniały napój na upały. Trzeba potrzymać go kilka godzin w lodówce.
Rabata robiona na jesieni zeszłego roku z roslin, które były chore, marne, w tym roku odpowiednie opryski na grzyba, nawóz i ładnie się odratowały:
Cynie rosnące na niej pojedynczo bardzo mocne się zrobiły, natomiast te na innej gdzie rosną jedna obok drugiej słabsze - rywalizują, a tutaj miały swobodę