Podziwiam samą siebie, że w tym sezonie byłam tylko ze dwa razy w szkółkach. Ostatni raz w czerwcu. I wciąż pracuję nad ograniczaniem (jestem na początku drogi).
Dlaczego w milczeniu? Lubię gadatliwych w Twoim stylu. Sama przyjemnośc konwersować; nawet o bele czym.
Dla Ciebie mam widok na nieformowany żywopłot. 30 m wymagających obsługi przez góra dwa popołudnia w roku plus 10 m (brzegi i trochę środek) kilkunastominutowej raz w miesiącu w sezonie.
Długa prosta- przypiekło trawnik na patelni. Źle obrobiłam tam glebę i zostało w niej za dużo pobudowlanego klepiska.
Witam się u Ciebie bo chyba nigdy nie byłam jeszcze, pewnie temu, że ja bylinowa bardziej i mniej uporządkowana
Hortensje mnie u Ciebie zachwyciły, pewnie wszyscy wiedzą, a ja jedna nie przegryziona przez wątek nie, ale gdybyś mogła mi powiedzieć co to za hortensja?
Wydaje się, że wysoka, a taka sztywna. U mnie po deszczu Polar bear leży, a limki stoją, ale żadna z moich taka ogromna nie jest.
Wrzucam poglądowe zdjęcie wysadzonych nareszcie z donic choin, zdjęcie robocze. Najważniejsze, że nie stoją w doniczkach, miałam wizję, że padną jak wyjedziemy na urlop. Teraz pograbić, zasypać korą i podlewać. Ostatnia dostała na razie aliena, nie wiem czy przeżyje, robaki zjadły jej korzenie. Trzech zabrakło, trzeba dokupić.
To raczej koniec sadzenia w tym roku. Trzeba ogarniać inne sprawy.
Ja już dawno zauważyłam, że rutewka świetnie komponuje się ze wszystkimi kwiatkami. Jednak uważam, że najlepsze połączenie jest z liliami. Tam jest jedna rutewka i wcale się nie rozrosła. Ma tylko dwa pędy jak w ubiegłym roku. Wygląda, że jest jej sporo, bo wiatr ją pochylił w prawą stronę i ona tak sobie leży na roślinach. W tej chwili ma już tylko pojedyncze kwiatki, ale i tak długo kwitła.
Bardzo mnie to cieszy jak innym też podoba się mój ogródek, w końcu ciągle się staram go upiększać. Zawsze zastanawiam się, czy moje zmiany pójdą na plus, czy minus ale chyba w dobrym kierunku idę skoro się podoba.
Ta ławka jest bardzo ciężka, kiedyś była pod nią trawa, ale jak sama kosiłam to nie miał kto ze mną przenieść ławki. Pod nią zawsze było niedokoszone. I wtedy wymyśliłam te rojniki. Nie podleję nie uschną, przeleję i też dają radę.