Dzisiaj, gdy wstałam rano nie wierzyłam, że świeci słońce. Odwiozłam syna do szkoły, bo zaspaliśmy i nie wyrobił się na autobus. Gdy wróciłam postanowiłam naładować akumulatorki przed pracą i spędzić choć poranek w ogrodzie i to wczesny poranek, bo syn miał na 8 do szkoły. Wizja powrotu do domu po 21 spowodował, że wszystkie inne poranne obowiązki zeszły na drugi plan. Byłam tylko Ja, kawka i śniadanko na tarasie

Wystawiłam buźkę do słoneczka na 10 minut, po czym pobiegałam z aparatem po ogródku.
Od razu humor lepszy

Poranne, jesienne słoneczko przebijało się przez drzewa.