Ja testowałam linie kroplującą i stwierdziłam, że nie jest to rozwiązanie dla mnie. U mnie się to nie sprawdziło.
Ale mam nawadnianie w prawie całym ogrodzie. A jak to jest zrealizowane:
1. Do kilku miejsc (chyba 7?) mam poprowadzone rurki w ziemi. W tych punktach są puszki w ziemi. W wpuszkach są kraniki z zaworami (jeden lub dwa kraniki w jednej puszce).
Rurki w ziemi rozprowadzane były w większości już po założeniu ogrodu bez strat dla niego

2. Od tych puszek mam rozprowadzone NA ziemi rurki z niziutkimi podlewaczkami wbijanymi w ziemię.
3. Na kranie wyprowadzonym z domu (kran na ścianie) mam zamontowany rozgałęziacz z 5 kranikami od których idą rurki zakopane w ziemi (te z punktu 1

).
Nie jest to podlewanie automatyczne, ale odpalam sobie ręcznie dowolną sekcję (czyli odkręcam jeden z kilku kraników na kranie głównym na zewnątrz budynku), ustawiam budzik i leję np. 20 minut. Zakręcam i odkręcam kolejną sekcję (rabatę). Jedna sekcja to kilka podlewaczek wbitych w ziemię.
Gdy potrzebuję dolać więcej ręcznie tu i tam - wypinam rurkę i wpinam wąż na kołowrotku.
Trawnika nie podlewam z zasady, podlewaczki są tylko na rabatach.
To wersja budżetowa wymagająca spacerów do kraników co 20 minut

.
EDIT: takie o są moje podlewaczki:
Się toto kręci i podlewa nisko a szeroko