Wiosną, zachęcona pozytywnym efektem ścinania wrzosów kosą spalinową, zastosowałam ją do przycięcia macierzanek po zimie. To był niestety błąd bo macierzanka nie odbiła. Czekałam i czekałam a tymczasem miejsce macierzanki zajął perz i trzeba było się pogodzić z myślą, że zabiłam moje piękne poletko macierzanki
Poczytałam trochę o macierzance i ze zdumieniem dowiedziałam się, że jest półkrzewem a ja potraktowałam ją jak bylinę i ścięłam do gruntu
Tak więc na rabacie zrobiło się wolne miejsce na nowe wrzosy. Zamówiłam po 10 sztuk wrzosów pączkowych Betty i Pink Bettina (chyba jestem już nieuleczalną wrzosomaniaczką). Przy okazji zerwałam trochę darni i zamierzam wkopać przegrodę trawnikową w brzeg rabaty. Robienie kancików nie sprawdziło się zupełnie z braku czasu i charakteru niskich nasadzeń na rabacie.
W niedzielę byłam w Przypkach, tam królują teraz wernonie. Niektóre kępy miały chyba 3 metry, bo były wyższe niż szklarnia, ta najbliżej bramy.
Oczywiście kupiłam 3 doniczki z siewkami wernonii, bo jakżeby inaczej.
Sadźca posadziłam w zeszły roku, bardzo ślimakowym u mnie i myślałam, że już przepadł. Zjadany był do korzenia. Nawet to co dałam radę znaleźć, to wykopałam i posadziłam pod blokiem, bo mi było szkoda. A jednak przetrwał.