Pochłodniało, ale nie padało. Można było spędzić popołudnie z pożytkiem dla ogrodu.
Na pobliskich ugorach zerwałam pokrzywę i liście mniszka lekarskiego. Zalałam wodą. Dojrzeje akuratnie na majowe dokarmianie roślin.
Troszkę popracowałam przy wzruszaniu ziemi na rabacie. Został jeszcze fragment od brzóz do pergoli z ławeczką, ale...na rabatach, które czyściłam wcześniej trzeba zrobić drugą rundkę. Glina znów się zasklepiła.
Jesienią zlikwidowałam na półksiężycu poletko poziomek i powsadzałam w ich miejsce byliny, drobne trawki i pomarańczowe tulipany dla wiosennego wypełnienia pustki. Moje wyobrażenie o kolorze pomarańczowym było jednak inne.
Teściowej już nie mam, żeby ją obdarować bukietem. Z okien nie widzę tego miejsca, więc zapewne tulipany dostaną w tym miejscu dożywocie.