Wczoraj zazdrościłam śniegu mazowieckim dziewczynom, a dzisiaj natura zrekompensowała mi wcześniejsze niedobory w tym zakresie. Dzięki temu prezentowi miałam bardzo aktywne przedpołudnie. Były narty biegowe, było odśnieżanie. Pewnie po południu będzie powtórka z rozrywki, bo wciąż sypie. Nudy nie ma.
Dbam o dobrostan ogrodowej ptaszarni. Odśnieżyłam powierzchnię pod karmnikami, aby większe ptaki mogły podjadać ziarno z ziemi. Muszę znowu połupać orzeszki, bo zapas sprzed paru dni znika błyskawicznie.
Śniegowa pierzynka nabiera masy. To dobrze, bo zapowiadają większy mróz.
Do pełni szczęścia brakuje tylko słońca i błękitnego nieba.
Za dwa tygodnie dzień zacznie się wydłużać!
Z tym klonowaniem mógłby być problem. Rodzina czasem protestuje przeciwko mojemu pragmatycznemu podejściu do życia. Cały ciężar popełniania szaleństw musieli wziąć na swoje barki.
Nauka od zera to też i moja przypadłość. Głowa ma ograniczoną pojemność i nie wszystko mieści się w pamięci podręcznej.
Buziaki!
Na pamiątkę- ja w wydaniu rzadkim, bo na przedgórzu rzadko leży aż tyle śniegu co na Kaszubach.