Pozdrowię. Przyznam, że dużo (i wyłącznie dobrze) gadałyśmmy z Toszką o Tobie i Twoim ogrodzie. Długo mnie nie było na O. i trafiłam do niego jak już był urządzony.
I mnie kompletnie zauroczył. Oglądałam rabaty fotka po fotce i chłonęłam ten klimat, tę lekkość rabat...
I oczywiście, jak zdzwoniłyśmy się z Toszką, to o niczym innym nie byłam w stanie gadać, tylko piałam zachwyty i ochy i achy.
Toszka z dużym uznaniem opowiadała mi, jak starannie i świadomie dokonywałaś wyboru roślin odpowiednich do Twojego ogrodu.
I to pokazuje, jak różny możemy mieć odbiór tego samego zjawiska, prawda? Myślę, że duże znaczenie ma jednak pora roku.
U mnie nadal październik Więc będę przynudzać październikowo
Każdy ma prawo do własnej opinii. Ja byłam w czerwcu, może w innych porach roku jest ciekawszy. Ogród leśny - żenada. Tabliczka z napisem większa, niż cały ten ogród. Preriowo-bylinowy - sadźcem stoi (Pan z dumą informował, że w każdym dołku trzy sztuki zostały wsadzone). Praktycznie nic tam nie kwitło. Wiata - wcale nie klimatyczna, chyba że wszystko, co drewniane, uznamy za klimatyczne. Trawnik - łąka porównywalna z pastwiskiem. W szklarence - jedynie kilka doniczek z umierającymi roślinami. W ogrodzie ziołowym - zioła rachityczne, jedynie kocimiętka dawała czadu.
Mały, nieciekawy, zaniedbany i przereklamowany.
Byłam z mężem, którego "starym wyjadaczem ogrodowym" nazwać się nijak nie da - był chyba bardziej rozczarowany, niż ja.
Zgadzam się, że to nie jest tak duży ogród, jak można by się spodziewać. Ale skala mikro to też nieprawda - jest przecież fragment z wielkim tunelem, w którym na powierzchni kilkudziesięciu metrów rośnie kilkadziesiąt odmian pomidorów i papryk. A obok są piękne rabaty z kwiatami do cięcia oraz osobna daliowa.
Zgadzam się co do pospolitości nasadzeń, ale nie ogrodu angielskiego, który jest bardzo piękny, ale preriowego, który właśnie sadźcem stoi.
Oprowadzający zaś nie jest profesjonalnym ogrodnikiem, a zaprzyjaźnionym pasjonatem.
W ogrodzie jest wiele fajnych drobiazgów - kilka rabatek cienistych, donicowych, rabaty przydomowe, wiata na poczęstunek i śliczny domek ze sklepikiem, nawet taki drobiażdżek, jak ogródek wodny w balii jest uroczy. Rzeczywiście zwiedzenie tego ogrodu nie zabierze więcej niż godziny, zwłaszcza takim starym wyjadaczom, jak tu na Ogrodowisku, ale jest to wycieczka bardzo przyjemna i inspirująca, a przy tym inspirująca w dobrym guście, bo ogród jest piękny i uprawiany ekologicznie
Nie jest zaniedbany, bo zasuwają w nim na co dzień dwie bardzo pracowite dziewczyny
Podsumowując - jeśli chodzi o ogród preriowy - nic specjalnego, cała reszta - całym sercem na tak
Tess, zdziwiłabyś się. Ogród pod koniec marca nie spał i widoków nie brakowało. Rabat kipiących bylinami nikt rozsądny o tej porze nie oczekuje.
Nie byłam w ogrodzie KB, znam z relacji, wygląda na zaniedbany. Nie można robić wszystkiego na raz, być wszędzie. Jednak cenię zacięcie popularyzatorskie. Nawet, jeśli pod płaszczykiem promocji. Za darmo nie ma nic
Tess, bardzo to dobra informacja (że wszystko ok) I jeśli mogę to ja bardzo proszę o pozdrowienie Toszki ode mnie Bardzo wiele Jej zawdzięczam ogrodowo, duuuuużo nas nauczyła
To nierozsądne w pierwszy dzień wiosny otwierać ogród dla Gości.
Zbyt duży nakład pracy (ze strony Pokazującego) i zbyt mało jeszcze wrażeń ogrodowych (dla Oglądającego). Przecież ogród jeszcze śpi. Ja się nie dziwię, że nikogo nie było.
Tyle w tym temacie.
W tym roku w czerwcu gościłam w Gdańsku i odkrywszy, że pewien innym popularny bardzo ogród jest niedaleko, pognałam, żądna wrażeń i nowych pomysłów ogrodowych.
Rozczarowanie to najdelikatniejsze z określeń. To nie ogród, to nawet nie namiastka ogrodu. Skala - mikro, rośliny - pospolite (rabaty angielskie zaminowane sadźcem, żeby na gęste i wypasione wyglądały).
Wiedza ogrodnicza osoby oprowadzającej - dyskusyjna (ktoś ze zwiedzających pokazał mu zdjęcie rośliny, z pytaniem, co to jest, bo w Danii rosło i mu się podobało. Pan nie wiedział. To była rodgersja czekoladowa.)
Ale reklama robi swoje - ludzi było mnóstwo, parking cały zastawiony.
Ja nie jestem spokojna, tylko uparta jak osioł.
Bardzo drażni mnie ten ogrodowy bałagan. Tyle lat już mieszkamy, a ogród to wieczny plac budowy. Zawsze leżą jakieś łoparki, wiaderka, sterty ziemi, worki, siatki, węże do podlewania, doniczki... Dobrze, że chociaż od frontu, kwestie wykopaliskowe zostały uregulowane. Choć nadal przed domem dosypana ziemia jest za nisko i trzeba będzie to jakoś podnieść.
Może po wydaniu wiosną seslerii heuflera i tyrzycy pagórkowatej, zdecyduję się poprawienie poziomu pasa wzdłuż kostki, skoro i tak bedę tam coś sadzić od nowa. Dumam nad posadzeniem ciemierników wzdłuż całej ścieżki.
Ach, gdyby istniała niziutka hakonechloa, tak do 20/30cm! Ale nie ma czegoś takiego.
Cieszę się, że werykulacja już za nami. Jeszcze ostatnia dawka nawozu, bez azotu. No i ciągłe grabienie trawnika, żeby na zimię nie zostały na nim liście.
Mam taką małą nadzieję, że może dzięki murkom resztki liści nie będa tak często lądować na położonym niżej trawniku. Może udałoby się potraktować liście kosiarką bezpośrednio na tych usypanych poziomach? Gdyby było pochyło to nie było możliwe.
Odnośnie żurawki to pewnie masz na myśli Citronelle. Tę rosnącą przy ściecznicach, nie lubiącą słonca, o której wspomniałam w poście dla Tess.
Tess.
Poznajesz świecacą roślinkę w lewym dolnym rogu zdjęcia ze świecznicą Brunette?
Żurawki od Ciebie były testowane w różnych miejscach. Wydaje się, nawet niewielka ilość letniego, zachodniego słońca prowadziła do rudawych plam przypominających grzyba.
Dopiero gdy wsadziłam ją w miejsce, gdzie bezpośrednie słońce jest latem tylko z rana, plamy znikły.
Bardzo ją lubię. Tarasy są w cieniu, więc powinny być dla niej dobrym miejscem.
Tess. Jak miło znów Cię usłyszeć! Dziękuję.
Mam nadzieję, że ze zdrowiem już lepiej.
Przycinam heulerianę i turzyce pagórkowate, żeby móc sprzątnąć żołędzie. Przed domem skłaniam się także do wiązania na zimę hakone. Pozostawianie na zimę długich, przylegających do ziemi traw powoduje przymarzanie źdźbeł do ziemi. Przed domem, od północy, ziemia długo odmarza. Gdy trawa przymarza do ziemi nie jestem w stanie wiosną tego bałaganu posprzątać.
Sesleria jesienna rośnie od południa. Przed zimą ją przytnę. Ale zamierzam ją oddać, bo po co mi trawa, która się pokłada, skoro mogę mieć w tym miejscu piękne hakone.
Przed wyjazdem do Słowenii kupiłam przewodnik Alpy Julijskie wydawnictwa Sklepu Podróżnika. Bardzo polecam. Bez niego niewiele bym wiedziała o tym, na jaką trasę się pakuję.
Przeglądając przewodnik przed wyjazdem, w części o roślinności, autor wspomina o "selserii". Zaintrygowało mnie to, bo to przecież "sesleria", a nie "selseria". Muszę dopytać wydawnictwo dlaczego użyto takiej nazwy.
Murki super, psze Pani! Świetny efekt.
Słowenii zazdroszczę. Nasze plany wakacyjne pokrzyżowały choroby i operacje. Nawet na działce byliśmy w tym roku raptem dwa razy tylko.
Nie przycinasz seslerii jesiennej? Nie lubię takich rozczochrańców, dlatego ścinam stipę, jak tylko zaczyna się kłaść pod ciężarem nasion (pięknie odrasta, znowu zieloniutka), przycięłam seslerię heufleriana i jesienną też.
Ula, hortensję na pniu o docelowej wysokości pnia można szybko uzyskać ukorzeniając długi, prosty, dość gruby patyk.
Nie pokażę teraz, bo od dawna zdjęć ogrodowi robię, ale mam dwie wysokie zaledwie kilkuletnie), z własnego .
Nawet jeśli to jaja, to nie opuchlaka tylko innej francy jakiejś... Guniak czy jak mu tam? Nie, już wiem, ogrodnica niszczylistka. Coś się panu producentowi pomerdało.
Ja odkryłam w ubiegłym roku, czemu moja kudłata tak mi kopię i ryje w trawie. Ona za pedrakami tak. Nie wiem, jak je wyczuwa, ale wyczuwa. I dzięki temu niestety ich żywot ulega szybkiemu zakończeniu. Ale to nie opuchlakowe, tylko jakieś większe chrząszcze.
Tess - chyba Cię myślami o rabacie kopytnikowej u Hani ściągnęłam Dzięki za głos Jestem na etapie wiary, że żółte kuleczki to nie ślimaki, nie opuchlaki, a nawóz (nie-wiadomo-skąd)
Martka - postanowiłam podejść do sprawy optymistycznie, będzie co będzie I żółte kulki i żywopłot mam na myśli Lekcja ogrodowej cierpliwości - odcinek sryliard101