Dzień dobry,
jestem z Wami już od kilku lat, nie udzielam się za dużo za to oglądam i podglądam...
Mieszkając w mieście zawsze miałam dużo kwiatów,
teraz oprócz kwiatów domowych od kilku lat mam ogród w którym od zera, mając niewielka wiedzę zaczynałam swoją z nim przygodę
Na szybko tak wyglądał na samym początku
a tak dziś
Oczywiście jak widać oczko jeszcze nie skończone ale już ma stałych bywalców. Są to okoliczne ptaszki, które m.in. zażywają porannych kąpieli, oraz całe stado pszczół, os, ważek i innych owadów.
Kolejna część
i obecnie
Nie ukrywam, że popełniłam mnóstwo błędów, np. szmata na rabatach, którą później żmudnie wyrywałam
Pokazana tu część to strona południowa, do obsadzenie mam jeszcze pozostałe trzy strony.
Część już zaczęłam, ale mam wątpliwości i będę prosiła o porady
Ośmiał rzeczywiście lubi się odrobinę przemieścić, chociaż w tym roku mu w tym pomogłam. Wczesną wiosną podejrzewałam, że nie wysiał się samoistnie, wiec podsypałam porcję nasion, a on po prostu ruszył później i teraz mam busz
Nie chce mi się dzisiaj pracować nic a nic... za ciepło. W ramach "ochłody" wyskoczyłam na słoneczko i zrobiłam kilka gorących portretów
Ewo, pięknie wszystko kwitnie, a to zestawienie jest bardzo ładne.
Bardzo wcześnie kwitnie Ci budleja, u mnie jeszcze długo będę czekać.
Bardzo podoba mi się grupa liliowców obok budlei, w ogóle to lubię wszystkie liliowce.
Aniu, ależ kwiatów u Ciebie, jak w ogrodzie botanicznym, liliowców to już masz całą kolekcję, piękne lilie, floksy,
powojniki i tyle różności. Wszystko piękne i bujne.
Nie mogłam rozszyfrować co to za roślinka, piękny kolor, bardzo ciekawa.
Przesyłam przykład, jak mi się pięknie zagęścił okaz sadzony w maju tego roku. Na drugim zdjęciu może wyglądać na mniejszy, ale to złudzenie, bo chciałem uchwycić perspektywę. Pierwsze zdjęcie jest sprzed 2 miesięcy, drugie zrobione dzisiaj.
Mój typowy "pakiet wsadowy" to worek dobrej ziemi albo i dwa plus mikoryza (nie można jej przedawkować, więc można dać ile się chce). No i podlewanie (aczkolwiek znów nie wolno przesadzić, żeby nie przejść na "stronę" problemów grzybiczych). Przy tych upałach wodę dostają codziennie.
To dość zacienione miejsce, z lewej duża katalpa, z prawej żywotnikowiec, nad nim wielka wiśnia. Po lewej pod katalpą mam kolejny egzemplarz, który przesadzałem jako 10 letni okaz, co było wyzwaniem logistycznym, bo był wielki i ciężki (trzeba było go przenosić na deskach, kocach i foli). Ale nie miałem wyjścia, bo był posadzony blisko ściany domu i się makabrycznie męczył - było za dużo słońca, w tym odbijanego od domu. Przesadziłem go 1,5 roku temu i niesamowicie odżył. Po tylu latach widzę, że złe miejsce i złe podłoże to pierwszy powód cierpienia różaneczników.
Mieczyki mnie zaskoczyły, bo spodziewałam się mixu we wszystkich kolorach tęczy, a jak na razie trafiło się tylko eleganckie bordo podobają mi się z hortensjami.
Mam jeszcze 2 takie rozchodniki-giganty
Widziałam Twoje przeznaczenie, więc pewnie już nie będziesz potrzebować
Ale jakby ktoś inny szukał, to jeżówki się polecają
Do Wacława:
Ten na pierwszym zdjęciu wygląda mi na brak wody i za dużo słońca. Podlej go naprawdę obficie i zobacz, co się stanie. Czasem potrafi naprawdę szybko podnieść liście.
W dalszej kolejności podłoże - jeśli nie masz zbyt kwaśnego, to podlewaj go siarczanem magnezu. Można kupić w każdym sklepie, np. ja taki kupuję: https://www.google.com/search?q=Siarczan+magnezu+Ogr%C3%B3d+Start+5kg&sourceid=chrome&ie=UTF-8
Rozpuszczam 100g w 5 litrach i podlewam (5l na roślinę, chyba że jest bardzo mała, to taki roztwór rozlewam na dwie). Robię to raz na miesiąc lub na dwa, zależy jak mi się chce albo jak pamiętam.
Teraz nie, ale gdzieś we wrześniu rozważyłbym żeby go wykopać i wsadzić dobrej ziemi oraz mikoryzę do różaneczników. Mikoryza jest droga, ale starcza na wiele roślin, dajesz ją raz w życiu i ona mocno wzmacnia system korzeniowy. Jeśli nie zdecydujesz się na wymianę ziemi, to mikoryzę można też wsadzić (np. robisz głęboki otwór i wsypujesz). Generalnie różaneczniki mają płytki system korzeniowy, więc nie jest to aż takie męczące. Jednak, jak przy każdym tego typu zabiegu, trzeba uważać.
To ostatnie zdjęcie to częściowo na pewno wina opuchlaka. Tu najlepiej sprawdzi się Mospilan, a przy obecnych temperaturach nic innego nie zadziała. Na pewno nie kupuj tych naturalnie - ekologicznych przeciwko opuchlakom, one nie zadziałają, nie ma się co oszukiwać. (są takie, ale oni nawet szczerze piszą na tych opakowaniach, że "ograniczają rozwój", czy jakoś tak, a więc sam producent przyznaje, że nie zabija to tego szkodnika). Mospilanem potraktuj go dwojako - spryskaj ale też i podlej. Opakowanie 2,5g starcza na 18 litrów, ale możesz "zagęścić" i rozpuścić np. w 10 litrach (mniej to już byłoby za mocne). Te same proporcje zarówno do podlania, jak i do oprysku.
Mospilan zadziała również na wszelkie mszyce i inne podobne, które mogą być pod spodem liści, więc sprawdź liście od spodu i jak będziesz pryskać, to musisz również prysnąć od spodu liści.
Jak minie lato, to trzeba byłoby użyć również jakiegoś roztworu potasu i fosforu, bo one w okresie jesiennym i zimowym mniej potrzebują magnezu. Jest też szkoła, że potas i fosfor należałoby użyć już teraz, kiedy przekwitły i jak zawiązują się nowe pąki na nowy rok i rosną nowe liście. To trzeba próbować i patrzyć.
Generalnie trzeba pamiętać, że rododendrony są wyczulone na przenawożenie, więc nie należałoby ich "zabić" wszystkimi nawozami na raz.
Na pewno psiknąłbym na tego opuchalaka, dał siarczan magnezu, podlałbym solidnie i patrzył.
Pisząc "podlałbym" mam na myśli również stałe dostarczanie wody, niestety szczególnie teraz. W okresie kiedy pojawiają się nowe liście i pąki one naprawdę potrzebują dużo wody. I u siebie zauważam, że delikatna różnica w lokalizacji powoduje, że jeden cierpi (za dużo słońca), a drugi nie. Nie ma tu reguły, ale jednak uważam, że one mimo wszystko wolą więcej cienia i mało słońca niż odwrotnie. Jak się gotuje na słońcu, to trzeba go przesadzić niestety, ale zrobiłbym to dopiero we wrześniu, nie wcześniej.
Pozdrawiam,
Marcin