Malutka Novalis (sadzona wiosną z gołym korzeniem):
Róże Eden Rose w tym roku wyglądają dość marnie. Mają podgryzione korzenie, podobnie jak Artemis, która rośnie obok. Co prawda kwitną, ale kwiaty szybko opadają...
Czeka mnie przesadzanie lawend. Jak się okazało, na różance z Pashminami rosną jej dwie różne odmiany, jedna jest wyższa i kwitnie nieco później. Ale nic to. Zamienię z lawendami, które mam na rabacie kortenowej i będzie git.
Dziś pan przyjechał talerzówką. trochę podrównane, na pewno rozdrobnione, ale on nie da rady zrobic na równiutko niestety. I tak go bardzo podziwiam, bo jest sparaliżowany od pasa w dół, a chęć pracy ma ogromną, jest sympatyczny, niestety też musi polegać na sąsiedzie, a ten nie zawsze ma czas żeby go przywieźć, odwieźć etc. Ale też z nim czasem pracuje, też sympatyczny
Pana znalazłam przez innego rolnika, kilka lat temu jak szukałam kogos do koszenia trawnika z 1-2x w roku... nie sądziłam że znalazłam taką perełkę
Przyszłam żeby zobaczyć jakiego masz psa (znalazłam), zaczęłam podczytywać twój wątek, wpisuję się na bieżąco bo potem nie znajdę. Takiego pomysłu na wykorzystanie ściętej trawy chyba nikt nie miał. Bardzo oryginalny, do tego precyzja wykonania. Jestem pełna podziwu.
Aniu, cudna inspiracja właśnie u siebie pisałam o przesadzeniu penstemonów, pomysł mi spasował, będę kopiować
Cudny ten Twój ogród i zakątki
Oglądam Twój ogród warzywny i myślę, że nadaje się do czasopisma
Czytam co tam dokupujesz....I mieścisz....jestem przerażona, że u mnie podobnie, nieskończona historia przez cały czas
I jeszcze jedno, wszystkie roślinki od Ciebie mają się świetnie. Przez moment myślałam że zabiłam tą niską molinię. Ale chyba jednak była wytrwała na moich mokradłach
Mam problem . Może ktoś rozpozna, podpowie co robić. Od kilku dni podejrzanie zaczęła wyglądać trzmielina oskrzydlona compactus, jakby zabrakło jej wody, listki zrobiły się nieco papierowe. Ponieważ przez kilka dni porządnie wiało więc zaczęłam podejrzewać że zaszkodził wiatr. Jednak wczoraj wypatrzyłam liczne pajęczynki z drobnymi punkcikami i pojedynczymi gąsieniczkami. Na próbę popryskałam w kilku miejscach tym co miałam (jakiś środek na mszyce, mospilan) i czekam na efekt.
Początkowo pomyślałam sobie mając w pamięci dekalog Danusi: nie martw się, będzie miejsce na coś nowego (akurat byłoby miejsce dla róży Angela czekającej w doniczce), ale trochę mi szkoda bo jesienią pięknie się przebarwia.
Krzaczor rośnie tuż przy tarasie sąsiadów więc nie chciałabym ich podtruć jakimś środkiem trującym.