Nie jestem jakoś mocno obyta w tych zestawieniach ale nie kojarzę, żeby to było popularne rozwiązanie Ja jeszcze aksamitek nie miałam. Teraz będę wysiewać pierwszy raz. Ale nie wiem, czy nie wysieję póżniej, ale od razu do ziemi.
Też tak załatwiłam swoją lawendę dwa lata temu.
Pierwszy raz mi wtedy wymarzła do zera
Ale taka zima jak teraz to chyba jej nie zaszkodzi
Chyba że... przyjdzie jeszcze zima w marcu
Strona 871 - bardzo nisko prawie do zera
Lawendę ścinam w Nowy Rok jak nie ma śniegu - jeszcze nigdy mi nie odbiła
Nawet jak po tym ścięciu był mróz i śnieg zawsze pięknie rośnie
Lawendę już ciełaś? Nie odważę się, jeszcze może przyjść mróz. A jak zetnę to ruszy z wegetacją i zmarźnie. Tak kiedyś załatwiłam lawendę.
Pokaż, na jaką długość tniesz?
Kochana, pojechaliśmy jesienią na weekend do Krynicy bo to był prezent od naszych chłopców. Syn musiał przyjechać do pomocy dziadkom bo inaczej wcale byśmy nie wyjechali. Jeszcze zwierzyniec jest do ogarniania.
Kwiaty to chyba dla ochrony warzyw (rośliny fitosanitarne). Np. nasturcja przyciąga mszyce, więc wybiorą nasturcję a nie koper.
Jeszcze kiedyś o korzystnym sąsiedztwie aksamitek słyszałam, tylko nie pamiętam przy jakich warzywach.
Edytuję, bo doczytałam, że aksamitka jest jadalna Kwiaty.
Ha! Ha! Ha! Ja też w zeszłym roku postanowiłam "spróbować" własnych warzyw. Tylko 4 skrzynie 1x2m i mini szklarnia do tego. Też planem awaryjnym było zaoranie i urządzenie rabaty zamiast warzywnika.
Na ten sezon planuję dołożyć kolejne 2 skrzynie, bo na razie nie mam miejsca na więcej, ale już kombinuję gdzie jeszcze wcisnąć "rabatę kuchenną". To wciąga bardziej, niż śledzenie promocji na masło. Gdy spróbujesz swoich warzyw (nawet jeśli będą mniej udane, niż byś sobie życzyła), to na sklepowe będziesz się krzywić. Różnica jest kolosalna. Poza tym w kolejnym sezonie można postawić na jakieś nowości, jedne warzywka się sprawdzą, inne nie, a eksperymentowanie to jest ogromna frajda. Nie pożałujesz decyzji o warzywniku.
Moje dziecko wczoraj się ze mnie naśmiewało do rozpuku...
Znalazłam róże, które chciałam kupić. I żalę się, że muszę zamówić AŻ 5 bo to minimalne zamówienie. Dziecko pyta w czym widzę problem bo ona nie rozumie.
No w tym, że chcę te dwie a muszę zamówić aż 5.
Pół godziny później dzwoni z pytaniem jak się ma mój koszyk?
Hmmm, miałam już 19 różnych odmian.
PS. Macie może u siebie jakieś japońskie róże? Ciekawa jestem jak się u nas sprawują.
Nie zastanawiaj się, "co by było, jakby było". Co się stało, to się nieodstanie. Zresztą myślę, że pewnie lepiej, że Was nie było.
z powojnikami nie pomogę. Mam tylko Arabelle i kołtuniaste