Dzisiaj miałam dzień ogrodowego lenia. W nocy lało, ranek był zimny i wietrzny. Dopiero po południu wyszło słońce, ale zapału do prac nie wywołało. Uwieczniłam tylko ogród w słońcu, bo w folderze z majowymi zdjęciami brak takowych.
Tulipany tańczyły na wietrze.
Kalina angielska mogła wreszcie pochwalić się uroczym zapachem swoich pomponików.
Ponieważ w sobotę była piękna pogoda, to zapodają kolejną porcję zdjęć.
Iryski miniaturowe rano w pąkach, a w niedzielę już rozwinięte. Na nich też widać ślady żerowania tych szkodników.
Piwonie na bardzo różnym etapie. Chyba mam wczesne i późne odmiany.
Smotrawę okazałą już dobrze widać, za nią posadziłam kaliny amerykańskie i zaskoczyły mnie kwiatami. Kalina viburnum opulus już parę lat rośnie i dalej pąków na niej nie ma, a te maluchy się popisały.
Na frontowej mam do wykopania perukowca zmaltretowanego przez werticilioze. Zbieram się do wykopania go i wymiany ziemi. Kompozycyjnie powinnam w jego miejsce coś o podobnych gabarytach posadzić i biję się z myślami co. Czy wymiana gleby i oskarżenie miejsca wystarczy? Najbardziej pasowała by w to miejsce kalina japońska. Wiem, kaliny są podatne na tą chorobę, ale w spisie nie znalazłam informacji o japońskich... a może fortegilla, ale tym razem major? Jej też nie znalazłam na liście.
Przepięknie kwitnie ci epimedium, kalina Eskimo i magnolie. Normalnie rarytasiki teraz. Szersze kadry - jakbym w lesie była. Mocno zarosłaś jak twój tamaryszek? Wyprowadzasz go nadal na drzewko?
Ja wiem że to raczej smutne zdarzenie ale zarechotałam nieźle, jak to przeczytałam. Może zamontuj sobie jakiś uchwyt w toalecie, żeby ułatwić życie.
Ja myślę o takim przy wannie, bo mam bardzo głęboką i zdarzyło mi się kilka razy potłuc przy wychodzeniu, jak się poślizgnęłam.