Anula, jak wszystko zakopywala, to ja na Twoim miejscu juz bym zryla caly ogordek, bo moze tam gdzie jakie precjoza zakopane, albo przedwojenne zlote swinki
A Limka to pewnie tam tak rosnie, bo po pierwsze primo Anula zapewnia jej hustawke emocjonalna, raz kwik potem olewka, a po drugie secundo za plotem Danusia mieszka No i po trzecie tertio ma prysznice, jak w dobrym SPA
Lecę do Twojego wątku, zobaczyć, co to mogłoby być
Faktycznie, zielonej nie widzę
Wiesz, może ja fotkę zrobię, żeby pokazać, bo może wyobrażasz ją sobie jakoś inaczej? Taka zwykła zielona, tylko kępa duża, to i liście duże
Ta na drugim planie, żurawki dopiero nabyte, nie do oddania (tak na wszelki wypadek nadmieniam)
Aniu, nie pamiętam, czy podziękowałam Ci za wizytę w moim ogrodzie (ta przypadłość ma swoją nazwę)
Na pewno byłam w Twoim ogrodzie nie raz, to pamiętam, bo zachwyciły mnie i hortensje (też je lubię) i jeżówki, które masz przepiękne
Pięknie u Ciebie wszystko rośnie.
No, a warzywa to mistrzostwo świata
Witaj, Malwes
Powiat warszawski zachodni mnie tu ściagnął To mój "rodzimy" powiat (no, wyprowadziłam się, kiedy powiatu warszawskiego zachodniego jeszcze nie było, był powiat pruszkowski )
Pewnie jesteś z tej innej części powiatu (sądząc po adresie szkółki o której tu czytałam),
Zwiedziłam Twój ogród (zdaje się, że pod nieobecność gospodarzy);
Pieknie masz Lawenda i szałwia przepiękne I tabatka z zawijaskiem rewelacyjna!
Bardzo podoba mi się Twoja huśtawka, przymierzałam się do niej, ale zanim się zdecydowałam, ktoś ją kupił
Bardzo lubię oglądać jak pobudowlane plackarnie zamieniły się w zielone ogrody
- tnę ją i nie nawożę ! zapominam o niej , bo jest w głębi rabaty.... co do poprzedniej właścicielki, to GabiK możesz mieć rację, bo zakopywała wszystko......
Tess, wiesz już o jaki film chodziło ?
Anusia,
musisz zdecydować - kwiczeć czy ignorować????
Może ja o mojej Limci też zapomnę.... ? Nie nawoziłam, bo nie kazano. Nie kwiczałam i nie dawałam mięsa i nie zapomniałam. Robię karygodne błędy!
Chodzę i oglądam każdy listek, który raczy wypuścić... Nieśmiało rozwija pąki, ale jest jeszcze malutka. Jak tylko przestanie w końcu siąpić popołudniu biegnę robić fotki!...
A teraz całkiem na poważnie teraz:
Twoja limetka jest absoultnie przecudowna!.. Piękniejsza jest tylko u Szefowej, ale to rozumie samo przez się
Witaj, Boćku w moim letnim ogrodzie Jeśli te krajobrazy sa bliskie twemu sercu, to pewnie rozumiesz, dlaczego - choć był czas, że tego nie chciałam - obecnie cieszę się, że tam własnie mam letni ogródek
Bogdziu, jak miło, że powróciłaś znów Mam nadzieję, że nadal będziesz tu zaglądać
cd.
...dom stanął w 1997 r...
.....Wczesną jesienią 1998 roku przeszedł na emeryturę. Bardzo się z tego cieszył. Nie zaprzestał całkowicie działalności zawodowej, ale mógł już więcej czasu poświęcać innym zajęciom. Snuł plany, że wiosną zagospodaruje nabrzeże rozlewiska, zrobi ławeczkę pod topolą...
....W pewną lutową sobotę 1999 roku odszedł do Lepszego Świata.
...Kiedy zabrakło Ojca, Mama coraz rzadziej bywała w siedlisku. Z biegiem czasu coraz rzadziej. Zapewne nie bez znaczenia wpływ na to miał jej stan zdrowia, który po odejściu Ojca znacznie się pogorszył.
Nie mogła już tak ciężko pracować, a przecież uprawianie ogródka to ciężka praca. Myślę też, że nie mogła pogodzić się z faktem, że już nie daje rady robić tego wszystkiego, co jeszcze niedawno nie sprawiało jej żadnej trudności. A każda kolejna wizyta nad rozlewiskiem uświadamiała jej to z coraz większą mocą.
Ogród stopniowo podupadał.
Zgłaszało się wielu chętnych do nabycia, wszak był to czas boomu na rynku nieruchomości. Mama zawsze odmawiała.
Kiedyś, kilka lat temu, Mama rzuciła delikatną „rybkę” (w rzucaniu „rybek” Mama jest mistrzynią że obcemu nie sprzeda, że gdyby któreś z dzieci chciało....
Nie chcieliśmy. No, w planach życiowych działka letniskowa nie mieściła się!
Z działką w zasadzie nic nas nie łączyło. Byliśmy tam od początku jej istnienia jedynie kilka razy. Fajnie było, owszem, okolica ładna Ale przecież tyle ciekawych i pięknych miejsc jest w Polsce i na świecie, których jeszcze nie odwiedziliśmy i nie zwiedziliśmy. Nie możemy i nie chcemy związać się z jednym miejscem! A właśnie wówczas cieszyliśmy się z „odzyskanej wolności” – kto ma podrośnięte dzieci, zrozumie. Latorośle podrosły na tyle, że wakacje spędzały na obozach, koloniach, a my mogliśmy w tym czasie oddawać się naszym dość nietypowym pasjom wakacyjnym.
Więc - nie, nie i nie! Za nic na świecie. Nigdy!
o wandaliźmie słyszałam w TV, no cóż.... może betonowy by przetrwał.....?
A co do dodoatkowych związków z Ogrodowiskiem to może ja czegoś nie wiem.... ostatnio jestem sporadycznie i mogłam nie doczytać
- tnę ją i nie nawożę ! zapominam o niej , bo jest w głębi rabaty.... co do poprzedniej właścicielki, to GabiK możesz mieć rację, bo zakopywała wszystko......